blog_pastorowej

Target Jezusa

(13 głosów, średnia ocena 4.62 na 5)

110930_blog_bogna_klonJakiś czas temu pewien młody człowiek z naszego zboru, bardzo oddany służbie, zaangażowany, przyprowadził do jednego z pastorów bezdomnego człowieka, którego spotkał na ewangelizacji ulicznej. Bardzo przejął się jego sytuacją i obiecał pomoc. Pomoc miała polegać na tym, że zajmie się nim zbór (cokolwiek miałoby to oznaczać). Pastor odpowiedział, że w Warszawie działają noclegownie, jadłodajnie, punkty wydawania odzieży (zresztą świetnie znane większości bezdomnych, choć niezbyt przez nich lubiane ze względu na stawiane tam wymagania, głównie zakaz spożywania alkoholu). Poradził, żeby młody człowiek, być może przy wsparciu przyjaciół ze swojej służby, pomógł bezdomnemu w dotarciu do tych miejsc. W odpowiedzi usłyszał, że bezdomni nie stanowią targetu jego służby. I dlatego przekazuje go komuś innemu.

Niby logiczne i zgodne z duchem naszych czasów: trzeba znać swój cel i nie rozdrabniać się. Ale jakoś mi to nie pasuje do Jezusa, którego mamy naśladować. Czy Jezus miał swój target? Owszem, mówił, że został posłany do owiec  z domu izraelskiego, ale kiedy czyta się Ewangelie, to widać, że celem jego służby był każdy człowiek, który stanął na jego drodze: kobiety i mężczyźni, Żydzi i poganie, jawnogrzesznicy i ludzie religijni, zdrowi i chorzy, celnicy, prostytutki i uczeni w Piśmie. Jezus wiedział, jak z każdym z nich rozmawiać. No i bądźmy szczerzy - nie zawsze było to poklepywanie po ramieniu, ale zawsze było spotkaniem  z  człowiekiem  w jego problemie.

Tak siedzę i myślę, że chyba tego będę się trzymać. Moim celem niech będzie każdy człowiek, którego spotkam  na mojej drodze.  Zapewne często przyjdzie mi mierzyć się ze świadomością, że niewiele jestem w stanie zrobić, że nie zmienię rzeczywistości. Nie stać mnie na heroizm i czasem pewnie tylko się uśmiechnę lub dam dwa złote - ale nie będę uspokajać sumienia, że to przecież nie mój target.

 

Wdzięczność

(12 głosów, średnia ocena 4.33 na 5)

aaaBognablogJedną z moich ulubionych książek w dzieciństwie była powieść „Pollyanna” Eleanor H.Porter. To historia o dziewczynce, która bawi się w grę w zadowolenie. Cokolwiek by się nie wydarzyło, bohaterka szuka dobrej strony tej sytuacji. Nawet jeśli wydarzenie jest nieprzyjemne. Czasem są to drobne przykrości, czasem tragedie życiowe. Masz brzydki pokój? Ciesz się widokiem za oknem. Nie możesz chodzić? Ciesz się, że masz sprawne ręce.

Gra w zadowolenie może okazać się jednak bardzo męcząca dla osób, które bywają w ten sposób pocieszane. Biblia mówi: „Płaczcie z płaczącymi”. Każdy, kto przechodzi przez problemy, potrzebuje czasu, by wypłakać swój żal, by odbyć żałobę po stracie – czy to własnych nadziei, wyobrażeń, czy bliskiej osoby. Nie chodzi wtedy o to, by wytworzyć w sobie tzw. „syndrom Pollyanny” – czyli udawać, że jest dobrze, kiedy wcale nie jest. Nie chodzi o ignorowanie negatywnych i problematycznych aspektów wydarzenia, a pamiętanie i mówienie tylko o jego pozytywnych stronach. To nie byłaby prawda o naszym życiu. W nim są dobre i złe chwile. Jest czas radości i smutku. Zdarza się, że płaczemy, a czasem wyrastają nam skrzydła. Bywamy szczęśliwi, ale mamy również prawo być smutni, rozczarowani, zawiedzeni, przygnębieni, zrozpaczeni i zagniewani.

Chodzi raczej o to, by nie pozostać w takim stanie zbyt długo. Bóg wzywa nas, by zawsze się radować i za wszystko dziękować. By wytworzyć w sobie postawę wdzięczności. W praktyce  oznacza to wysiłek przestawiania się na inny tor myślenia. Gdy nasze emocje zbyt długo domagają się, byśmy narzekali i pogrążali się w smutku, możemy siłą woli zmusić się do poszukania tego, za co możemy być wdzięczni nawet w przykrej sytuacji.

Co nam może pomóc? Po pierwsze, gotowość, by zobaczyć tę przysłowiową szklankę do połowy pełną i by dziękować za to Bogu. Jasne, że zawsze może być lepiej. Ale z drugiej strony nigdy nie jest tak źle, by nie mogło być gorzej. Po drugie, warto popatrzeć na naszą postawę wobec życia i Pana Boga. Jeśli uważamy, że coś nam się należy, często będziemy później rozczarowani. Jeśli zaś uznamy, że wszelkie dobro jest niezasłużoną łaską, będziemy raczej za wszystko wdzięczni. Zadziwiające, że często ludzie najbardziej pogodni i zadowoleni z życia to ci, którzy przez to życie byli najbardziej doświadczeni.

Postawa wdzięczności wymaga pracy nad sobą. Ciężkiej i mozolnej, jednak wartej wysiłku. Badania medyczne dowiodły, że wdzięczność jest jedną z najbardziej korzystnych dla zdrowia fizycznego i wyzdrowienia cech emocjonalnych. Wdzięczni ludzie  są szczęśliwsi i bardziej zadowoleni z życia. Przemienione myśli wpływają na emocje. Dlatego warto bawić się w grę Pollyanny. Ale nie na niby, tylko szczerze, z głębi serca. „Za wszystko dziękujcie” (I Tes 5, 18).

 

Sprawdzam

(6 głosów, średnia ocena 5.00 na 5)

owocki

Trudne sytuacje w naszym życiu są sprawdzianem naszej wiary. Ten sprawdzian jest nie tyle potrzebny Bogu, który wie o nas wszystko, ile nam, którzy często mamy o sobie całkiem niezłe wyobrażenie. Często, kiedy jesteśmy pod szczególną Bożą ochroną i doświadczamy Bożego błogosławieństwa, jesteśmy jak Piotr gotowi mówić: "Panie, pójdę za Tobą wszędzie". Wydaje nam się, że wszystko zniesiemy, że jesteśmy silni, odważni, dojrzali.

Wtedy Bóg mówi: "sprawdzam" - i pozwala, by nasz uporządkowany świat się zachwiał. Nagle okazuje się, że wszystko, co wydawało się naszą zasługą, naszym osiągnięciem, jest wyłącznie darem Bożej łaski; że wystarczy, by On na chwilę spojrzał w innym kierunku, a my tracimy naszą siłę. Nagle bardzo trudno nam wypowiedzieć te wszystkie zapewnienia i okrągłe słowa o zaufaniu do Boga w każdej sytuacji. Bo często, aby powiedzieć: "Boże ufam Ci niezależnie od tego, co wydarza się w moim życiu" - musimy stoczyć wewnętrzną walkę, pogodzić się ze stratą czegoś, co jest naszym skarbem tu na ziemi.

Bo czy łatwo jest nam pogodzić się ze stratą naszych marzeń, pozycji, bezpieczeństwa finansowego, chorobą czy utratą kogoś bliskiego? W takich sytuacjach musimy walczyć, by nie ulec rozgoryczeniu, zniechęceniu, rozpaczy i utracie wiary. Wtedy też poznajemy, jacy jesteśmy naprawdę, uczymy się pokory i zależności od Boga. Jeśli uda nam się wyjść zwycięsko z takich sytuacji, wtedy dopiero nasza wypróbowana wiara przynosi owoc: wytrwałości, cierpliwości, współczucia.

A to, co mówiliśmy wcześniej, nie doświadczywszy próby, okazuje się najczęściej tylko czczymi przechwałkami.

 

JPAGE_CURRENT_OF_TOTAL

bogna_kuczynska

Bloga prowadzi Bogna Kuczyńska

Bogna Kuczyńska - żona pastora Arka, którego od lat wspiera w pracy na rzecz zielonoświątkowej wspólnoty z ul. Siennej. Zajmuje się nadzorowaniem administracji zborowej, śpiewa i sprawuje opiekę duszpasterską w chórze Sienna Gospel Choir. Mama trójki wspaniałych dzieciaków: Moniki, Szymona oraz Piotrka. Współorganizuje obozy dla dzieci i młodzieży, prowadzi poradnictwo chrześcijańskie, a od niedawna rozwija w Zborze nową służbę - Poradnię Chrześcijańską.

Chcę opisywać sprawy, które dotykają mnie osobiście, poruszają serce, rozpalają emocje. Chcę patrzeć na świat przez pryzmat prawdy Bożego Słowa i unikać absurdów poprawności - zarówno tej politycznej, jak i kościelnej.

Zborowa Grupa Modlitewna Szatnia Spotkania Siostrzane Służby techniczne Służba zbierania kolekty Służba tłumaczenia Służba muzyczna Służba katechetyczna Służba dekoracji wnętrz Sienna Media Sienna Gospel Choir Redakcja Zborownika Przygotowanie Wieczerzy Pańskiej Punkt Informacyjny Misja Więzienna Mama-mija Kawiarnio-księgarnia Kurs Beta Kurs Alfa Klub Piłkarski Sienna Kawiarenka Gwiazdkowa Niespodzianka Grupa modlitwy za Izraelem Grupa Młodych Małżeństw Duszpasterstwo Młodzieży Duszpasterstwo Akademickie Petra Chrześcijańska Poradnia Biblioteka Klub Dla Ciebie Szkoła Wokalna