Oby ten dar trwał...
Oby ten dar trwał...
Środa, 03. Luty 2010 14:47
Barbara Lewandowska
21-go października 2009r. minęło 19 lat od dnia zwarcia mojego przymierza z Panem, poprzez zanurzenie w chrzcie wiary. Moje serce przepełnione jest miłością i wdzięcznością, którą... przelewam na papier. Moje wiersze powstają we mnie, w środku, w nowym sercu. Są często głębokim doznaniem Boga.. Doświadczeniem Jego obecności. Rodzą się poprzez ból, tęsknotę do Boga, wdzięczność. Falują radością i wspomnieniem, ulotnością tego, co mija i co nadchodzi. Dar pisania wierszy otrzymałam od Pana w kilka lat po nawróceniu. Nie potrafię jednak wyrazić do końca tego, co chciałabym. Ale choć cząstkę tego można uchwycić w tym, co wylewam na papier, co wylewa moje serce.
Wołam, rozmawiam, proszę, tęsknię, dziękuję i płaczę, skarżę się - to moje wiersze. To moja „samotność” z Bogiem. Czasami wypuszczam kilka z szuflady na chwałę Pana - mojego Zbawiciela , w którym pokładam ufność i całą moją nadzieję, który przenika moją istotę jakże słabą, potrzebującą Jezusa wciąż i wciąż… ogniem Ducha Świętego, abym czystym ciałem i sercem całym służyła Mu do końca ziemskich dni.
Kiedyś byłam ślepa, teraz znam drogę, bo Pan trzyma mnie w swych dłoniach i prowadzi. Oddałam Jezusowi swoje życie. On ubogaca mnie Swą łaską i niczym niezasłużoną bezwarunkową miłością. On pierwszy mnie ukochał, umiłował. Umarł za mnie na krzyżu.
Nie pamiętam wszystkich moich wierszy - z około 370 istniejących. Niektóre piszę pod wpływem tzw. chwili. Wiele powstaje na moment, gdy idę, jadę, modlę się. Nie mam jak spisać i uciekają mi i nie wracają. Są dni gdy sypią się. Bywają długie tygodnie bez żadnego. Ale jestem wdzięczna Bogu za ten dar. Za taką możliwość wielbienia, rozmowy, przeżywania Boga. Oby trwał! Oby trwał ten dar od Pana … do końca!
Oto kilka moich wierszy:
***
Dywanem liści szeleszczących
Podążam pośród mgieł i wichru
By nieść Zbawienie Pana mego
Do serc oziębłych, lecz jakże bliskich
Krótkim jest tchnieniem nasze życie
A horyzont ich czernią zakreślony
Słuchają wprawdzie, lecz nie słyszą
Ich usta, ich serca - grobem i otchłanią
Wieczornym chłodem wypędzony
Kończy się dzień, usypia miasto
Dodaj mi sił, mój Zbawicielu
Bym mogła nieść w nie Twoje światło
***
Za ranem rano
Wstaje słońce to samo
Odmieniające los
Me życie już nie to samo
Bo przecież inne sprawy
Sens inny i modlitw odkrywanie
Uczenie jak żyć
Chodzić z Nim po wodzie
W pokoju Nie w trwodze
W radości ustawicznej niczym niezmąconej
Wchodzić w dzień przez słońca wstawanie
I wołać chcę: Chwała Tobie, mój Panie!
***
Dlaczego zamiast smucących się i szukających Boga
Są tłumy uciech szukający?
Dlaczego zamiast cichości i spokoju duszy
Są pyszni i pychą się chlubiący?
Dlaczego zamiast miłości i sprawiedliwości
Jest walka o wielkie pieniądze?
Dlaczego zamiast czystości serca i ciała
Wokół tyle rozpusty i zachłannych oczu żądze?
Dlaczego zamiast miłosiernych i ratujących
Jest tyle krzywd i tych, co te krzywdy srożą?
Dlaczego zamiast tych, co pokój niosą
Tylu w żelazo ubranych, tych, co światu grożą?
Dlaczego zamiast smucących się i szukających Boga
Są tłumy uciech szukający?
***
Lato odchodzi
I chłód się wzmaga
Jesień czaruje
A deszcz nas smaga…
Rozpłyną się łzy
Osuszą się w nas
Na śnieżnej pościeli
Położy nas czas…
Roztańczy się radość
Rozśpiewają sny
Rozkwitną i nie zwiędną
Pachnące majowe bzy…
***
Po boju i niepokojach
Po dniach smutnej boleści
Zechciej pocieszenia mój Panie
Zwiastować dobre wieści
By płaczący wczesny poranek
Napełniony deszczu łzami
Słoneczny wieczór przemienił
Nieba złotymi iskrami
Twoja wola, o Panie
Niech będzie moją wolą
Ufam w słowie Twoim
I godzę się z trudu dolą.
***
Daj światło, gdy ciemnieje wokół
Daj ciszę, bym wołanie usłyszała
Daj zgodę, by na zgodę rękę podać
Daj miłość, by wrogów zjednywała
Jak dobrze jest mówić o Tobie
Jak dobrze jest śpiewać Ciebie
Jak pięknie jest przez życie iść z Tobą
Do miejsca mego odpocznienia w niebie…
| < Poprzedni | Dalej > |
|---|





























