Wierzący na psychoterapii?

2011-02-06 | Jacek Helman

Z cyklu: Zborownicy pytają.

Wierzący na psychoterapii?

Pytanie: Różnie się o tym mówi, więc postanowiłam zapytać wprost: Czy chrześcijanin może korzystać z porad psychoterapeuty? A jeśli tak, to czy musi być to psychoterapeuta wierzący?

Odpowiada Jacek Helman: Czasem słyszy się, że chrześcijanie nie powinni zwracać się o pomoc do psychologów czy psychoterapeutów (nie wchodząc w niuanse, będę tych terminów używał wymiennie). Niektórzy nasi współwyznawcy uważają, że psychologia jest czymś złym, a do psychoterapeuty na pewno nie pójdą, bo mogli by być w coś „wmanewrowani”. Część uważa, że jeżeli już, to mogliby pójść jedynie do psychoterapeuty, który przeżył nowe narodzenie.

Pragnę jednak zauważyć, że może być dobry psychoterapeuta, który nie jest chrześcijaninem, jak również może być zły psychoterapeuta, choć jest odrodzony. Tak jak w wielu dziedzinach życia, a w tym przypadku w wielu zawodach, bycie chrześcijaninem nie załatwia wszystkiego.

Mamy więc zasadnicze pytanie: jaki powinien być psychoterapeuta, by można go było uznać za dobrego? W moim przekonaniu przede wszystkim powinien być to człowiek stabilny emocjonalnie oraz świadomy siebie. Ponadto dobry psycholog powinien posiadać odpowiednią wiedzę i potrafić ją zastosować. Innymi słowy: dobry terapeuta dysponuje dobrym warsztatem.

Jeżeli już mamy takiego dobrego terapeutę, to może się okazać, że jest on np. wyznawcą New Age lub ateistą. „O zgrozo!” - zawoła ktoś. Możemy jednak zadać pytanie: Na ile światopogląd terapeuty jest istotny w jego pracy? I tu otwiera się wielka dyskusja.

Dobry terapeuta na pewno winien być świadomy tego, jaki wpływ może mieć na jego pracę światopogląd. Więcej - dobry psycholog zrobi wszystko, aby był on możliwie najmniejszy. W relacji z pacjentem (psycholog powiedziałby „klientem”) powinien wykorzystywać swoją wiedzę i umiejętności nabyte na studiach psychologii. Jednak z drugiej strony nie można zapominać, że nasz światopogląd jest z nami nierozerwalnie związany i wcale nie tak łatwo w codziennej praktyce choćby na jakiś czas odłączyć się od niego. Osobiście nie bardzo mogę zgodzić się z taką zasadą, że podczas terapii trzeba zapomnieć, że jest się chrześcijaninem, pastorem czy księdzem. To, w co wierzymy, określa nas.

Można spojrzeć na ten problem także od strony klienta. Człowiek postrzegany winien być całościowo - fizycznie, psychicznie i duchowo. Jednak ateistycznie nastawiony psycholog - mimo sygnałów wysyłanych przez klienta - może unikać „duchowych” kwestii lub nawet negować je. Niekiedy psychoterapeuta o innym niż chrześcijański światopoglądzie może stosować metody, których człowiek wierzący nie jest w stanie zaakceptować. Osobiście mam dystans do stosowania w terapii hipnozy.

Czasem ktoś świadomie zwraca się o pomoc do ośrodka pomocy psychologicznej, w którym pracują psychoterapeuci chrześcijańscy. Pragnie rozmowy na temat przebaczenia, winy, krzywdy, także obrazu Boga. To, że do ośrodka takiego zgłaszają się młode kobiety, które chcą dokonać aborcji, homoseksualiści, osoby molestowane, może świadczyć o tym, że targane są dylematami moralnymi co do słuszności swoich postaw oraz swoich skłonności. Nieprzypadkowo szukają więc pomocy właśnie w takich ośrodkach. Jak jednak sądzę, zadaniem terapeutów także w takich ośrodkach jest przede wszystkim skupienie się na psychice osoby zainteresowanej. Bo najważniejsze, aby psycholog wiedział, po co przyszedł do niego klient. Dobry terapeuta, bez względu na swój światopogląd, ma dać klientowi „wędkę”.

Zanim wytłumaczę, o jaką „wędkę” chodzi, wróćmy do pytania, dlaczego ludzie mieliby korzystać z porad psychoterapeutów. Otóż żyjąc w grupie stykamy się z innymi osobami. Funkcjonowanie tych innych osób zawsze ma na nas jakiś wpływ. Z czymś możemy się zgadzać lub nie zgadzać, czyjaś opinia może nas cieszyć, irytować lub nawet ranić. Mamy prawo do tych uczuć. Czasem mogą one nam jednak zacząć przeszkadzać na tyle, że zaczynamy sobie zadawać pytania: Dlaczego ta osoba tak mnie irytuje? Dlaczego brak innej osoby tak mnie smuci? Dlaczego w danym miejscu tak się stresuję? Gotowość do poznawania swoich reakcji, praca nad nimi pozwala rozwijać stabilność emocjonalną. Dzięki psychologii, poznajemy szereg procesów, które dzieją się w każdym z nas. Dzięki temu możemy lepiej zrozumieć nasze uczucia, a przez to lepiej poznać samych siebie.

Czasem słyszę, że ktoś nie pójdzie do psychoterapeuty, bo ten zapewne coś „wynajdzie”, coś, co może być nie do udźwignięcia. Rzeczywiście, odkrywanie samego siebie nie zawsze jest przyjemne. Często jest jednak po prostu konieczne, by pomóc sobie, a także tym, którzy żyją wokół nas. Zrozumienie siebie, swoich zachowań, reakcji, emocji - to jak otrzymanie wędki. W wyniku procesu psychoterapeutycznego zainteresowana osoba może w tę „wędkę” zostać wyposażona. Dzięki niej będzie mogła w codziennym życiu łowić „ryby” - np. zachowywać cierpliwość w sytuacjach, które do tej pory ją irytowały.

Niektórzy sądzą, że pójście do psychoterapeuty jest tożsame z otrzymaniem „ryby”. Oczekują szybkich efektów bez wglądu w samych siebie. Nawet gdyby faktycznie było to możliwe, klient musiałby ciągle przychodzić po kolejną „rybę”. To byłoby równoznaczne z uzależnieniem się od terapeuty.

Skomentuj

Podaj swoje dane lub zaloguj się przez Facebooka.