Trzydziestolatkowie

2014-01-13

- dobrz, że jesteście!

Trzydziestolatkowie

Chcemy, by w naszej społeczności było miejsce dla wszystkich pokoleń. Wszyscy, niezależnie od etapu życia, potrzebujemy siebie nawzajem. To są słuszne dążenia, ale przyjrzyjmy się bliżej. Ciągle sporo wśród nas samotnych, niezakorzenionych, szukających swojego miejsca i grupy przyjaciół. Ciągle sporo tych, którzy przychodzą tu raz w tygodniu, już po rozpoczęciu nabożeństwa, i znikają, nim zdąży się jeszcze utworzyć kolejka do szatni. Chyba najwięcej wśród nich młodych, pracujących dorosłych - nazwijmy ich dla uproszczenia trzydziestolatkami.
Młodzi samotni, młodzi wycofani.

Trzydziestolatkom nie jest łatwo uczestniczyć w życiu Kościoła. Tym bardziej niełatwo wziąć na siebie odpowiedzialność i aktywnie go kształtować. Żar studenckich lat jakby stygnie. Bo faktycznie, są pewne realne bariery.
Po pierwsze, praca. Początki kariery zwykle nie są sielankowe. Niektórzy pracują w niedzielę, inni mają wtedy jedyną szansę choć trochę się wyspać, odpocząć. A w ciągu tygodnia? Dojazdy w korkach, wszechobecny stres, zmęczenie, które pcha w kierunku prostych rozrywek. Mieszkania drogie, więc przyszłość niepewna - brać kredyt, nie brać? Co będzie, jeśli nie dam rady? Jak wyrwać się z tego kieratu?
Po drugie - rodzina. Ci, którzy są singlami, a chcieliby mieć rodzinę, przeżywają boleśnie swoją samotność. Irytuje ich “życzliwe” swatanie, oraz “życzliwe” milczenie, które sugeruje, że dla nich już za późno. Oglądają coraz to nowe zdjęcia z zaręczyn i ślubów znajomych, słuchają o ząbkowaniu i przedszkolach i czują, że to nie ich świat. Ale najczęściej trzymają się też z dala od spotkań, które z góry zdefiniowano: “dla singli” lub, co gorsza, “dla samotnych”.  Żyją na własny rachunek i nie pasują już do grup studenckich czy młodzieżowych. To uczucie niedopasowania towarzyszy im dość często.
Są jeszcze pary i małżeństwa, także te z dziećmi. Praca, tematy mieszkaniowe i relacje z rodziną zdają się pochłaniać ich bez reszty. Jeśli mają małe dzieci, pomnaża się tylko powszednie zabieganie, jeszcze trudniej się spotkać czy gdzieś wybrać. Często są zwyczajnie niewyspani, przemęczeni. Tęskniący za odrobiną czasu we dwoje lub z dziećmi, bardziej zainteresowani spacerem po parku niż spotkaniem w kościele.
No i po trzecie - sukces. Trzydziestolatkowie zderzają się z rzeczywistością, która może różnić się znacząco od tego, jak wyobrażali sobie swoje dorosłe życie. Oni sami mieli jakieś oczekiwania, a dodatkowo ze strony rodziny czują nieraz ogromną presję. Skończyłeś studia, a pracujesz w takim miejscu? Na ilu metrach mieszkasz? Swoje czy wynajmowane? Gdzie spędzasz wakacje? Jaki masz samochód? Takie myślenie przenika też relacje ze znajomymi, w które wkrada się dystans. Rozmowy stają się puste. Bezinteresowne pragnienie, by służyć ludziom, zastępuje realizm i chłodna kalkulacja. Może pojawić się tendencja, by raczej brać i konsumować, niż dawać i tworzyć.
Radykalne wezwanie Jezusa
Młodzi dorośli mogą odczuwać pokusę, by usunąć się na peryferia życia Kościoła. Że Kościół jakoś sobie bez nich poradzi. Tymczasem każde pokolenie, które tworzy ten piękny, skomplikowany organizm, ma swoje zmagania i swoje powołanie!
W przypadku trzydziestolatków, to powołanie jest szczególnie doniosłe. Ich możliwości są ogromne! To przecież wiek, w którym Pan Jezus zrealizował swoją służbę i zbawczą misję.
Co w tym etapie życia wyjątkowego? Młody - dorosły człowiek jeszcze nie przestał się uczyć, nie zamknął się na to co nowe, ale zwykle stoi już na solidnym fundamencie Bożej miłości. Nie obraża się o drobiazgi, przećwiczył lekcje wybaczania. Wie, co znaczy ciężka praca i nie boi się wysiłku. Najpewniej po tym, jak rozpłynęły się liczne studenckie znajomości, zaczął doceniać wartość przyjaźni. Rozumie, co to lojalność i wie, dlaczego rodzina jest ważna. A jeśli miał odwagę dostrzec pierwsze zmarszczki, fałdki tłuszczu lub siwe włosy, zauważył, że życie jest bardzo krótkie. Ta świadomość może być źródłem wielkiej mobilizacji, by trzymać się właściwych priorytetów i nie przegapić najważniejszego.
Trzydziestolatkowie - dobrze, że jesteście. Dobrze, że jesteście w Kościele! Rozumiemy wasze zmagania, ale też rozpoznajemy wasze powołanie. Zapraszamy, byście jak nasz Mistrz, Pan Jezus, podejmowali się misji, którą On z miłością dla was przygotował. Abyście to wy stawali się zapalonymi ewangelistami, pokornymi sługami, cierpliwymi duszpasterzami, solidnymi nauczycielami Słowa. Właśnie teraz jest czas i nie będzie lepszego, by świadomie nadać swojemu życiu kierunek, który będzie miał znaczenie na całą wieczność. By stawiać odważne kroki i czasem płacić za to cenę. Możecie być pewni, że Bóg w swojej wierności pobłogosławi wasze marzenia, wasze rodziny, zaspokoi wasze potrzeby. Czy warto spędzić życie w jakikolwiek inny sposób?
Zastanawiasz się od czego zacząć? Porozmawiaj z Bogiem. Może zechcesz zaprzyjaźnić się i zaopiekować młodymi dorosłymi w naszej społeczności? Może masz pomysł na integrację tego pokolenia? Jeśli czujesz, że chciałbyś stać się gospodarzem, a nie tylko gościem na Siennej, zacznij podejmować kroki w tym kierunku. Bądź wierny w małym, a z czasem otrzymasz więcej odpowiedzialności. Umów się na szczerą rozmowę z pastorem. Zaprzyjaźnij się z którymś z liderów, starszych lub pracowników zboru i spróbuj lepiej poznać kościół. Zacznij chodzić na jakąś grupę domową lub sam ją załóż (o tym wkrótce). Postaw pierwszy krok!

{fcomment lang=pl_PL width=705}