Męczennicy

2009-11-04 | Edward Czajko

Męczennicy

Gdy przed rokiem 1989 czyli przed zmianą ustroju społeczno-politycznego w naszym kraju przedstawiano dzieje naszego wyznania w Polsce, to w odniesieniu do lat 1950-1953 posługiwano się swego rodzaju eufemizmem. Pisano mianowicie, że w tym okresie działalność zborów i całej wspólnoty kościelnej doznała daleko idących ograniczeń „z przyczyn od Kościoła niezależnych”. Dzisiaj zaś możemy już powiedzieć o co chodziło. Otóż w tych latach, na początku wszyscy duchowni i inni pracownicy kościelni, a później znacząca liczba naszych czołowych przywódców znajdowała się w więzieniu.

Aresztowania nastąpiły 20 września 1950 roku. Aresztowano 199 duchownych ze wspólnot ewangelicznych, które później utworzyły Zjednoczony Kościół Ewangeliczny, w większości zielonoświątkowców. Jedni z aresztowanych siedzieli w więzieniu krócej, inni zaś rok, dwa lata czy trzy, a jeszcze inni o wiele dłużej.

Oskarżono ich o działanie na szodę Państwa. Tą wrogą działalnością było na przykład posiadanie przez niektórych dziesięciu dolarów czy egzemplarza książki religijnej, szczególnie z dziedziny eschatologii, gdzie można było przeczytać, że „oczekujemy nowych niebios i nowej ziemi, w których mieszka sprawiedliwość”, czy wreszcie prowadzenie korespondencji ze współwyznawcami za granicą. Wygląda na to, że władze państwowe były zdania, że tego rodzaju działalnością wierzący w Chrystusa mogą zatrząść fundamentami socjalistycznego Państwa.

Aresztowani zaś potraktowali swoje uwięzienie jako prześladowanie za świadectwo wiary. Byli jednocześnie świadomi tego, że nad ich życiem i nad wszystkim, co ich spotyka czuwa Wszechmogący. I dlatego, gdy wyszli z więzienia nie pałali nienawiścią do swoich prześladowców lecz ze świeżą gorliwością oddali się ponownie służbie chrześcijańskiego świadectwa i głoszenia ewangelii. Jeden z więzionych powiedział później, że czas ich przebywania w więzieniu potraktował jako daną przez Boga okazję do „naprawienia sieci” rybaka Pańskiego, powołanego przecież do wyławiania ludzi z doczesnego morza nieprawości ku życiu wiecznemu.

Więzieni duchowni, dzisiaj już nasi ojcowie i dziadowie, nigdy też nie wystąpili, ani oni sami, ani ich rodziny, o jakiekolwiek odszkodowanie ze strony Państwa. W odróżnieniu na przykład od pewnego byłego ministra, który niedawno za trzymiesięczne internowanie w okresie stanu wojennego zażądał sądownie od Państwa czyli od wszystkich podatników, siedemset tysięcy złotych. Jak słusznie zauważyła Małgorzata Winiarczyk-Kossakowska, zielonoświątkowcy „nie usiłują przedstawiać państwu rachunku za aresztowanie duchownych w 1950 r.” (w: „Ustawy III Rzeczypospolitej o stosunku Państwa do Kościołów chrześcijańskich”, Warszawa 2004, s.546).

Reasumując nasza stuletnia historia w Polsce ma swoich męczenników.

Skomentuj

Podaj swoje dane lub zaloguj się przez Facebooka.