Kościół wielopokoleniowy

2015-01-11

Kościół wielopokoleniowy

Zachodnia kultura lubi tworzyć gettowe przestrzenie, dzielić ludzi na pokolenia, grupy i inne „plemiona”. Jak zacierać te granice w kościele, byśmy nie tworzyli konkurencyjnych obozów młodszych, starszych, i ewentualnie „tych pośrodku”?

Czy należałoby ujednolicić styl nabożeństw tak, by mogły odpowiadać jak największej liczbie osób? A może trzeba wybrać jedną grupę wiekową, by nadawała ton życiu zboru i poprosić inne, by się dopasowały? Gdy szukamy tego rodzaju odpowiedzi, brzmi to wszystko jak problem techniczno-organizacyjny. Tymczasem prawdziwe wyzwanie i prawdziwe rozwiązanie to kwestia relacji. Szkopuł w tym, że coraz rzadziej zawieramy znajomości i mamy coraz mniej przyjaciół poza własną grupą wiekową.
Naszą społeczność tworzą ludzie w różnym wieku - od dzieci, przez młodzież, pracujących dorosłych, aż po seniorów. Są wśród nich zarówno goście i obserwatorzy, niedawno nawróceni, jak i osoby, których rodziny pisały świadectwem swego życia historię polskiego ewangelicznego chrześcijaństwa. Wszyscy możemy tworzyć jedną rodzinę wiary, kształtować naszą społeczność i ubogacać się nawzajem - to wielkie błogosławieństwo; nie każdy zbór może się cieszyć tego rodzaju różnorodnością.
Drugi rozdział Listu do Tytusa ukazuje wielopokoleniowy model chrześcijańskiej społeczności. Jest w nim wiele piękna, a kluczem do niego są indywidualne relacje między ludźmi. Dostrzegając to piękno, stajemy się gotowi na ewentualne poświęcenia i możemy odzwierciedlać kolejny aspekt wspaniałości Bożego Kościoła.

przyjaźń między pokoleniami - po co?

Co tak naprawdę zyskujemy, przekraczając granice własnej grupy wiekowej w relacjach wiary?

Mądrość

Mądrość to najbardziej oczywista zaleta wyjścia poza perspektywę własnego grona rówieśników. Z punktu widzenia historii, każde pokolenie miało nieco inny bagaż doświadczeń, ale w ostatnim stuleciu świat zmieniał się bardziej dynamicznie, niż kiedykolwiek wcześniej. Można śmiało powiedzieć, że każde z żyjących dziś pokoleń wyrastało w zupełnie innej rzeczywistości. Dwudziestolecie międzywojenne i czas II Wojny Światowej, powojenne ubóstwo, lata socjalizmu, rewolucja seksualna, przemiany ustrojowe w kierunku demokracji… Później pierwsze lata gospodarki wolnorynkowej, globalizacja, cyfrowa rewolucja - każda dekada minionego stulecia przynosiła ludziom rozmaite przekonania i dogmaty, oferując im różne wyzwania i cele.
Te różne pokolenia, oddziaływując na siebie nawzajem, będą nieraz przejawiać sprzeczne dążenia i czasem zwyczajnie się ze sobą nie zgadzać. Może to utwierdzać każdą ze stron we własnych racjach, prowadząc do poczucia wyższości („ci to się jeszcze muszą dużo nauczyć o świecie”). Ale może też przynieść zupełnie inny efekt - przyciągnąć nas wszystkich do Słowa Bożego i ujawnić pewne braki i słabości w naszych własnych przekonaniach, będących dziedzictwem konkretnego pokolenia.
To z kolei może nas doprowadzić do otwartości na mądrość innych pokoleń (często starszych, choć to przecież nie jest jedyny kierunek, w jakim się ubogacamy). I tak możemy uczyć się ze swoich doświadczeń w dziedzinie małżeństwa i rodzicielstwa, służby, wierności Bogu, odpowiedzialności, pracy, oraz wielu innych. Nabywamy mądrości.

Zachwyt nad Bożym działaniem

Bóg działa zarówno w każdym ludzkim sercu, jak i w każdym pokoleniu. Był wierny dzisiejszym seniorom w czasach okupacji, wyzwalał pokolenia szczególniej uwikłane w partyjne koneksje, w dążenie do tytułów i symboli prestiżu. Ratował z nihilizmu i beznadziei, z zagubienia w realiach nowej Polski. Dziś uwalnia od materializmu, lansu, relatywizmu i bierności. W każdych okolicznościach znajduje sposób, by dosięgnąć głębin ludzkiej duszy i przemieniać nas na obraz Chrystusowy. Poznając tak różnorodne świadectwa Bożego działania, możemy jeszcze pełniej i piękniej zachwycać się Jego mocą i chwałą.
Historie różnych pokoleń opowiadają o różnych aspektach Bożego charakteru. Co innego mówi świadectwo nadziei w cierpieniach schorowanej wdowy, której twarz pokryta zmarszczkami przedziwnie wzmacnia niezwykłe wrażenie radości i pokoju. Co innego wyczytamy z historii narkomana, który uwolniony od nałogu, z niezrównanym entuzjazmem buduje normalne, codzienne życie, składające się z powszednich obowiązków, pracy, troski o rodzinę. Jeszcze inaczej zabrzmi pieśń chwały z ust młodej dziewczyny, która odkryła, że jej Tato w niebie kocha ją bezgranicznie i Jego akceptacja jest więcej warta niż zainteresowanie mężczyzn.
Przedstawiciele każdego pokolenia opowiadają historię zbawienia w nieco inny sposób, a ich świadectwa splatają się w piękny obraz. Ta mozaika entuzjazmu, odpowiedzialności, dobroci, wierności i przebaczenia, pomaga nam jeszcze pełniej zachwycać się Bogiem. Tak, jak uwielbienie z ust każdego narodu i każdego plemienia tworzy doskonałą harmonię, tak samo jednym mocnym głosem brzmi chwała różnych generacji.

Pobożność

Relacje, które przekraczają pokoleniowe bariery pomagają nam wzrastać w pobożności. Po pierwsze, uczymy się kochać w sposób bardziej dojrzały - najłatwiej przecież znaleźć życzliwość dla tych, którzy są bardzo podobni do nas samych. Braterska miłość, która wychodzi poza grupę rówieśniczą, wymaga uważniejszego słuchania, większego wysiłku, czasem - decyzji wbrew odczuciom. Czasem konieczny jest kompromis, rezygnacja z czegoś, odłożenie na bok swoich upodobań. To będzie później procentować we wszystkich dziedzinach chrześcijańskiego życia i we wszystkich relacjach międzyludzkich.
Druga równie ważna lekcja to nauka pokory. Żyjąc w wielopokoleniowej rodzinie ludzi wierzących, musimy dopuszczać do siebie myśl, że nasze gusta, styl i przekonania (szczególnie w drugorzędnych kwestiach) nie są jedynie obowiązujące. Dotyczy to wszystkich pokoleń. Tworząc wspólnie Kościół, musimy słuchać siebie nawzajem. Bóg uwalnia nas od przeświadczenia, że wszystko wiemy najlepiej i na wszystko mamy najlepszą receptę. Cóż za prztyczek dla naszej naturalnej skłonności do pychy.
Wreszcie, możemy nawzajem pomagać sobie w uświęceniu. Każde pokolenie ma inną moralną wrażliwość - na jedne grzechy jest bardziej wyczulone, a na inne bywa ślepe. Budując relacje przyjaźni z wierzącymi w różnym wieku, dajemy sobie szansę na poszerzenie swojej duchowej perspektywy i wyeksponowanie słabości, których nie chcieliśmy widzieć - niezależnie od tego, czy będzie to chciwość, nieprzyzwoitość, jakaś forma szowinizmu, czy może niesolidność lub nadmierna dbałość o własną wygodę. Zapraszając do swojego życia ludzi o różnych doświadczeniach i perspektywach, zapraszamy do działania przemieniającą moc Ducha Świętego i lepiej dostrajamy się do Bożej woli!

czy to się może udać?

Wymieniliśmy wiele pozytywów, ale warto być również świadomym kosztów, które trzeba ponieść. Na co powinniśmy się przygotować? Na czym się skupić, by móc faktycznie cieszyć się tymi błogosławieństwem?

Niekomfortowe sytuacje

Żarty, na które nikt nie reaguje śmiechem, niezręczności i gafy. Poczucie oporu i niezrozumienia, nim znajdziemy jakąś wspólną perspektywę. Słuchanie rad i osądów, na które nie mamy ochoty... Jeśli chcemy rozwijać te przyjaźnie, musimy być od czasu do czasu gotowi na podjęcie wysiłku, jednak wkrótce przyniesie on dobry owoc.

Życzliwe usta i życzliwe uszy

Są kwestie, w których młodzi drażnią starszych, a starsi irytują młodych. Odruchowo przychodzą na usta ostre słowa, pojawiają się wymowne westchnienia, uniesione brwi. Potrzebujemy wtedy cierpliwości dla siebie nawzajem. Nie chodzi bynajmniej o stwarzanie pozorów uprzejmości, gdy brakuje zgody, ale raczej o łaskę oraz usilne staranie, by spodziewać się po drugiej osobie dobrych intencji i szczerego serca.

Skupmy się na Jezusie!

Przywołując myśl C. S. Lewisa, przyjaźń rodzi się w momencie, gdy jedna osoba mówi do drugiej: „Co? Ty też? Myślałem, że tylko ja!”. Aby zbudować bliskość, potrzebujemy jakiś wspólnych punktów odniesienia, czegoś co nas łączy. Im więcej między nami barier wynikających z sytuacji finansowej, pochodzenia czy wieku, tym mniejsze szanse na zbudowanie bliskiej relacji. Jako ludzie, mamy skłonność do stawiania między sobą murów, dzielenia się na grupy, trzymania blisko „swoich”.
Apostoł Paweł w Liście do Efezjan (Ef 2) daje nam jednak sposób, by te bariery pokonać, i dotyczy to również barier pokoleniowych. Każdy z nas może przecież odkryć z radością: “Ty też znasz Chrystusa!”. Wszyscy jesteśmy stworzeni na obraz Boga, każdy z nas zmaga się z grzechem i dla nas wszystkich Jezus jest Panem i Zbawicielem. Wspólna modlitwa, uwielbienie, dzielenie się świadectwami i słuchanie Słowa - to wszystko niezawodnie zbliża, niezależnie od wszelkich innych cech i uwarunkowań. Jesteśmy krewniakami według krwi Jezusa, a wiedząc to, możemy cieszyć się tą wielką, różnorodną rodziną, którą dzięki Niemu zyskaliśmy!

{fcomment lang=pl_PL width=705}