Chłopiec, który wrócił z nieba...

2015-01-26 | Daniel Kalinowski

... nigdy w nim nie był.

Chłopiec, który wrócił z nieba...

Alex Malarkey ponad 10 lat temu uczestniczył w wypadku, po którym znalazł się w śpiączce. Po wybudzeniu opowiadał, że był w niebie, rozmawiał z Jezusem, ale wrócił. Parę dni temu chłopiec przyznał, że wszystko zmyślił, a wydawca jego książki „Chłopiec, który wrócił z nieba” wycofuje egzemplarze ze sprzedaży - wcześniej sprzedając miliony kopii, dając zarobić ojcu Alexa.

Historia Alexa uczy nas – chrześcijan tęskniących za niebem – że trzeba mieć więcej dystansu do podobnych świadectw. Przede wszystkim nasza tęsknota za niebem nie może stać się wymówką od sprawdzania, czy dane objawienie jest zgodne z tym co mówi Pismo Święte. Już w czasach Pawła po zborach podróżowali tzw. arcyapostołowie, którzy swój autorytet budowali na objawieniach, zwodząc tym samym ludzi, odciągając ich od Słowa.

Po drugie, podróże po zaświatach są stare jak świat. Pierwszymi tekstami, które przynosiły informacje o tym co jest po drugiej stronie, zaspokajając ciekawość i lecząc lęk przed nieznanym, były sumeryjskie i mezopotamskie „Zstąpienie Inanny do podziemi” i „Epos o Gilgameszu”. Żydzi znali je bardzo dobrze, ponieważ byli uczeni pisania przez kopiowanie tych dzieł literackich. Siłą rzeczy znali je więc na wskroś, co czuć czasami czytając Biblię. Sami też zaczęli pisać podobne utwory, do których należy „Księga Henocha”, opisująca podróż tytułowego bohatera po zaświatach i rozmawiającego z różnymi niebiańskimi istotami. Moda na pisanie tekstów uchylających rąbka tajemnicy życia po śmierci trwała i trwa do dziś. Nigdy, żaden z podobnych tekstów nie został uznany za natchniony czy objawiony, nigdy, aż chciałoby się powiedzieć, do dziś.

Po trzecie w końcu, jest różnica między „być” a „widzieć”. Pismo mówi, że można mieć wizję nieba, tak jak miał ją na przykład Apostoł Paweł, Szczepan lub Jan. Paweł nie jest pewien czy było to w ciele czy poza ciałem i my nie powinniśmy decydować za niego. Jan i Szczepan mówią wyraźnie, że mieli wizję i nie mieli co do tego żadnej wątpliwości.
Sam Jezus także wypowiada się na interesujący nas temat mówiąc: „A nikt nie wstąpił do nieba, tylko Ten, który zstąpił z nieba, Syn Człowieczy” (J 3,13). W innym miejscu dodaje, że udaje się do nieba aby przygotować nam tam mieszkanie, a gdy skończy, wróci po nas, abyśmy byli gdzie i on jest. Kolejność jest prosta: Jezus wraca po swój lud i zabiera go do nieba. Taka jest zasada. Są jednak od niej wyjątki, do których należą postacie Enocha, Eliasza, być może Mojżesza, być może Łotra z krzyża, być może męczenników. O nikim jednak nie możemy powiedzieć, że wrócił z nieba.

 

Post scriptum: trudna historia Alexa

W wypadku samochodowym w 2004 roku sześcioletni wówczas Alex niemal stracił życie - doznał ciężkich obrażeń kręgosłupa, mózgu i wielu narządów wewnętrznych. Choć jego przeżycie i proces zdrowienia można uznać za cud, chłopiec - dziś już nastolatek - pozostaje sparaliżowany. Alex przyznaje, że tuż po wypadku relacjonował rodzinie swoje przeżycie nieba.

Sześć lat później ojciec Alexa, Kevin, opublikował książkę „Chłopiec, który wrócił z Nieba”, którą miał napisać wspólnie  z synem, a która opisywała wypadek i duchowe doświadczenia chłopca. Oparta na „faktach” powieść szybko zyskała ogromną popularność, wpisując się w lukratywny nurt chrześcijańskiej literatury opisującej wizyty w niebie. Sprzedano ponad milion egzemplarzy, powstał film. Ponieważ Alex jest nieletni i niepełnosprawny, cały dochód trafił do ojca. Od czasu ukazania się książki, rodzice chłopca pozostają w separacji.

Matka Alexa, Beth, już w roku 2012 zaczęła publikować artykuły w internecie, wyjaśniając, że historia jej syna została przeinaczona, barwnie opakowana i sprzedana temu, kto był gotów najlepiej zapłacić. Apelowała również, by nie otaczać Alexa uwielbieniem i nie traktować go jako medium do nawiązania kontaktu z Bogiem czy innymi duchowymi istotami. Kobieta twierdzi, że od lat prowadziła korespondencję z wydawcami książki, chcąc zatrzymać jej dalszą sprzedaż.

Sam Alex w listopadzie 2011 roku napisał na stronie książki w portalu Facebook, że jest to „jedna z najbardziej zwodniczych książek w historii”, ale wpis został usunięty, a Alexowi odebrano możliwość umieszczania dalszych komentarzy. Dopiero jego otwarty list, opublikowany przed kilkoma dniami, powstrzymał dalszą dystrybucję i zwrócił uwagę wierzących na całym świecie. Choć ta opowieść o spotkaniu z Bogiem mogła być źródłem wzruszenia i zachęty dla wielu, także wśród nas, przejmijmy się apelem Alexa i zaufajmy Bożemu Słowu!

 

List Alexa

Wybaczcie proszę, ale ze względu na moje ograniczenia muszę napisać krótko.
Nie umarłem. Nie byłem w niebie.
Powiedziałem, że byłem w niebie, bo chciałem, by się mną interesowano. Gdy zdawałem relację ze swojego doświadczenia, nie czytałem jeszcze Biblii. Ludzie od zawsze czerpali zyski z kłamstwa i to wciąż ma miejsce. Powinni raczej czytać Biblię, której treść jest wystarczająca. Biblia jest jedynym źródłem prawdy. Nic, co napisał człowiek nie może być pozbawione błędu. Poza objawieniem Biblii, niebo mogą poznać
tylko ci, którzy dostąpili przebaczenia przez to, że odwrócili się od swoich grzechów i uwierzyli w Jezusa jako Syna Bożego, który zmarł za nasze grzechy (choć sam żadnego nie popełnił). Nieba nie można poznać przez pióro człowieka. Pragnę, by cały świat wiedział, że Biblia jest wystarczającym źródłem wiedzy o niebie. Ci, którzy promują inne źródła muszą pokutować i uznać tę prawdę.
W Chrystusie, Alex Malarkey

{fcomment lang=pl_PL width=705}