Bóg zmienił ich życie

2013-04-06

Historie katechumenów, część I

Bóg zmienił ich życie

Jezus żyje, a Boża łaska wciąż przemienia ludzkie serca. Przekonaj się o tym, czytając świadectwa życia osób, które w niedzielę 7 kwietnia przystąpiły do chrztu.

 

 

 

Zuzanna L.

Jako nastolatka, przyjęła popularne wśród rówieśników przekonanie: Bóg - tak, Kościół - nie. “To był taki wytrych, który pozwalał nie praktykować chrześcijaństwa i nie zastanawiać się specjalnie nad kwestiami wiary” - opowiada. Kiedy jednak na początku studiów miała zostać matką chrzestną, postanowiła poważnie potraktować sprawę. Solidnie przygotowała się do bierzmowania, zaczęła chodzić do kościoła, czytać Biblię. Po jakimś czasie trafiła do Sienna Gospel Choir. W chórze poznała ludzi, którzy nie byli “nawiedzeni”, nie “werbowali” jej, ale mieli coś niezwykłego - Boża obecność była dla nich czymś naturalnym. Poprzez muzykę gospel, Zuza odkryła, że wiara może być radością. Półtora roku później podjęła decyzję o chrzcie.

 

Maciej T.

Kiedy miał 4 latka, tata zachęcił go, by powierzył się Panu Jezusowi. Choć był bardzo mały, Maciek wciąż pamiętał ten moment i wspólną modlitwę. Do 13 roku życia, nie było w jego relacji z Bogiem jakiegoś znaczącego kryzysu, jednak brakowało też wyraźnego wzrostu. “Starsze siostry chodziły na spotkania młodzieżowe, ale rodzice martwili się o nie, bo mieszkamy pod Warszawą, a one wracały późno. Z czasem postrzegałem chodzenie do kościoła jako rodzaj buntu. Zależało mi, żeby tam być” - wspomina Maciej. Kiedy sam dołączył do grupy młodzieżowej, zaczął w nowy sposób doświadczać Boga, nauczył się dostrzegać wysłuchane modlitwy. Zrozumiał, że Jezus oczekuje od niego miłości, a nie nieskazitelnego życia.

 

Adrianna M.

Po rozwodzie rodziców jedyną osobą, która dbała o jej duchowy rozwój, była babcia. Ada bywała więc w kościele, ale po tym, jak na początku szkoły podstawowej przestraszyła się księdza, nie musiała już chodzić na lekcje religii. W czasie okienek spędzała czas z Sylwią, która była z innego kościoła. Nieraz rozmawiały o Bogu, a w gimnazjum Ada bywała z koleżanką na spotkaniach młodzieżowych. Dzięki zaproszeniu Sylwii, trafiła także na konferencję dla kobiet organizowaną w kościele. W trakcie jednego z wykładów, Ada poczuła ogromne pragnienie, by oddać swoje życie Jezusowi i zaczęła płakać. Przyjaciółki modliły się wtedy wspólnie. To wydarzenie stało się początkiem autentycznej przemiany w jej życiu i osobowości.

 

Paweł G.

Rodzice Pawła określali się jako “wierzący, niepraktykujący”, ale chłopak, zamiast wiary, widział w domu problem alkoholowy. Babcia starała dbać o życie duchowe jego i dwóch sióstr, choć jako dzieci, niewiele rozumieli z przyjmowanych sakramentów i wypowiadanych modlitw. Zmiany zaczęły się od znajomości z Olą, dziewczyną poznaną na studniówce, na którą wybrał się zaproszony przez siostrę. Rozmowy przerodziły się w wizyty w zborze, dystans zmienił się w zaciekawienie. Upłynęło kilka lat, a on wciąż miał wrażenie, że nic nie czuje, że jego serce jest zamknięte. “Modliłem się, by Bóg pozwolił mi coś przeżyć” - opowiada. Odpowiedzią na tę modlitwę był Kurs Alfa dla młodych, podczas którego wiara nabrała dla Pawła realnego wymiaru. Mimo braku aprobaty ze strony rodziny, postanowił oddać swoje życie Jezusowi.

 

Aleksandra J.

Patrząc wstecz, Aleksandra dostrzega mnóstwo sytuacji, kiedy Bóg ją prowadził. “Od zawsze miałam poczucie, że On jest przy mnie” - wyznaje. Jednocześnie nie uważała się za osobę religijną. Wizyta w kościele ewangelickim podczas wycieczki była jak zasiane ziarno. Boża odpowiedź na kłopoty z zajściem w ciążę - kolejne ziarno. Bezinteresowne zaproszenie do modlitwy, wypowiedziane przez nieznajomą podczas choroby dziecka w szpitalu - kolejne. Zaczęły pojawiać się dylematy związane z wychowaniem dzieci - mąż ateista, ona niepraktykująca. Czy powinni je ochrzcić, posłać na religię, do Pierwszej Komunii? Aleksandra pragnęła przekazać dzieciom wiarę w Boga, ale nie czuła się związana z żadnym kościołem. Poszukiwania zaprowadziły ją na Sienną, gdzie odnalazła swój duchowy dom i może wzrastać. Modli się, by jej rodzina mogła doświadczyć tego samego.

 

Kacper K.

Kiedy jego rodzice się rozwiedli, Kacper uznał, że wszystko na tym świecie może się rozpaść, a moralność nie ma sensu. Grał w zespole muzycznym, przyjął styl życia oparty na używkach i niewłaściwe relacjach. Poznał Magdę, która była osobą wierzącą, ale dopiero po kilku latach znajomości ten temat go zainteresował. Zaczęło się wtedy dziać coś niezwykłego - rozmowy o Bogu stały się naturalne, Kacper zaczął chodzić na Kurs Alfa. Zobaczył, że Jezus jest realną osobą, że działa. Odkrył, że chrześcijanie mogą naprawdę żyć tym, co wyznają, a Pismo Święte jest praktyczne, aktualne, bliskie. “Widzę w Biblii wielką miłość Boga do człowieka i ona mnie dotyka, jestem wobec niej bezradny, więc mówię: tak, Boże, chcę tym żyć!”

 

Łukasz M.

Odnosił kolejne sukcesy, ale w jego świecie nie było miejsca dla Boga. Dopiero ciężka, nieuleczalna choroba zmusiła go do refleksji. “Wcześniej czułem się niezniszczalny, ale wszystko, co zdobyłem do tej pory, nagle straciło sens”. Koleżanka zachęciła go, by poszedł do kościoła - zaczął od katolickiego i zrozumiał, że to Bóg może stać się sensem jego życia. Po jakimś czasie trafił na Sienną. Chrześcijaństwo stało się dla niego wielką przygodą. a Bóg odbudował jego zdrowie.

 

Zuza D.

Jej tato był organistą, więc rozmowy o Bogu były w domu czymś naturalnym. Rozwód rodziców był jednak wielkim wstrząsem. Runęły dobre relacje, wszyscy przestali chodzić do kościoła. W nowej sytuacji Zuza czuła się nieszczęśliwa i osamotniona. W drugiej klasie liceum była już w głębokiej depresji. “Źle traktowałam swoje ciało. Do dziś mam blizny. Zaczęłam wtedy chodzić na terapię” - wspomina. W tym najgorszym okresie zaprzyjaźniła się z dziewczyną z Siennej. Zuza początkowo była sceptyczna, ale gdy przyjaciółka miała przyjąć chrzest, przyszła posłuchać świadectw katechumenów. Tego wieczora postanowiła powierzyć Jezusowi swoje życie. Czekała z decyzją o chrzcie, mając nadzieję na akceptację mamy, ale w tym roku postanowiła zatroszczyć się o swoje życie i podjąć krok, którego od dawna pragnęła.

 

Wiktor L.

Urodził się w Hajnówce, w prawosławnej rodzinie. Wraz z żoną, katoliczką, postanowili uporządkować różnice wyznaniowe... i w tak trafili do zboru zielonoświątkowego. Doświadczył Bożej mocy, obserwując cudowne uzdrowienie swojego syna z cytomegalii. Kiedy lekarze z niedowierzaniem wyjaśniali, że w ciele chłopca nie ma nawet przeciwciał, jakby nigdy nie chorował, Wiktor dziękował Bogu za wysłuchane modlitwy. Już od wielu lat jest uczniem Jezusa, ale decyzję o chrzcie podjął po przeprowadzce do Warszawy 3 lata temu.

 

Ewa A.

Zakończenie studiów zamknęło etap mniejszych, doraźnych celów i Ewa odkryła, że ani ukochany sport, ani praca, nie mogą być dość dobrym fundamentem dla jej życia. Próbowała znaleźć jakiś cel, któremu warto poświęcić się całkowicie. Jednocześnie tęskniła za Bogiem. Wtedy poznała Marcina, który okazał się być protestantem, a dziś jest jej mężem. Wspólne rozmowy o Biblii i chrześcijaństwie pozwoliły Ewie odkryć, że to Bóg ma dla niej najlepszy plan. Mimo braku akceptacji ze strony rodziny, ma pewność, że buduje swoje życie na właściwym fundamencie.

 

Jan B.

Wychował się w wierzącej rodzinie. Kiedy był w gimnazjum, pojechał na obóz surwiwalowy organizowany przez Sienną i tam po raz pierwszy podjął decyzję, by pójść za Jezusem. Życie szybko zweryfikowało to postanowienie - Janek trafił w nieodpowiednie towarzystwo, zaczął próbować używek i sam nie zauważył, jak bardzo oddalił się od Boga.  Śmierć wujka, który odszedł w młodym wieku, była dla niego wstrząsem i zapoczątkowała odbudowywanie zaniedbanej relacji. Miesiąc później, podczas konferencji młodzieżowej, ponownie powierzył swoje życie Jezusowi. Wkrótce zobaczył odpowiedź na swoje modlitwy - Bóg dał mu wierzących przyjaciół, pozwolił wzrastać. “Chcę iść za Bogiem przez całe swoje życie” - podsumowuje Janek.

 

Małgosia G.

W czasie studiów poznała swojego przyszłego męża. “Widziałam, jak żył z Bogiem na codzień. Sama nie potrafiłam poczuć tego, co on” - wspomina Małgosia. Po śmierci dziecka w 5 miesiącu ciąży, przy życiu trzymała ją tylko odpowiedzialność za starszego synka. Pewnego wieczora doznała Bożej bliskości, która napełniła ją nieznaną dotąd radością. Słowa zapisane w Piśmie Świętym nabrały życia, Jezus stał się najlepszym przyjacielem. Dokładnie rok po stracie dziecka, w tym samym szpitalu, urodziła drugiego syna - zrozumiała, że Bóg oddał jej to, co straciła. Choć później, pod presją trudnych okoliczności jej gorliwość osłabła, kolejne ciemne doliny przyciągnęły ją z powrotem w ramiona Zbawiciela. Dziś widzi w swojej historii Bożą dłoń i jest wdzięczna za tę niełatwą drogę.

 

Jakub O.

“Byłem odporny na duchowe wpływy” - opowiada o swoim życiu Jakub. Niewiele przyjął z porządnego, katolickiego wychowania w dzieciństwie. Później, gdy studiował orientalistykę i spędził półtora miesiąca w Indiach, w kontakcie z buddyzmem tybetańskim, nadal zachowywał chłodny dystans. Dopiero gdy poznał swoją przyszłą żonę, gorliwą chrześcijankę, odkrył własną nieznajomość Biblii. Poznał zbór, pastorów, przybliżył się do kościoła. Planował ślub ekumeniczny, ale u progu tej decyzji uświadomił sobie, że w gruncie rzeczy jest osobą niewierzącą. Podjął wtedy decyzję i przed zborem w Bielsku po raz pierwszy wyznał: “Chrystus jest moim Panem i Zbawicielem”.

Więcej już wkrótce!
Historie katechumenów usłyszysz też podczas piątkowego nabożeństwa (12 kwietnia, godz. 18.00)