Pasterz musi bronić swoich owiec

2012-09-24 | Wywiady

Pasterz musi bronić swoich owiec

Pastor Arek Kuczyński opowiada o kazaniach, które pamięta, choć wolałby zapomnieć, o swojej wizji głoszenia Słowa oraz o tym, co czuje, gdy ktoś atakuje zza kazalnicy jego zborowników.

Czy pamięta Pastor swoje pierwsze kazanie?
Pastor Arek: Tak, choć wolałbym zapomnieć. Wygłosiłem je w niewielkim zborze w Sobótce jako początkujący student. Wybrałem fragment z Listu Jakuba o doświadczeniach. Byłem tak zdenerwowany, że kazanie, które obliczyłem sobie na 20 min, powiedziałem w 10. Stres sprawił, że mówiłem dwa razy szybciej. Najgorsze było jednak przede mną. Kolejny kaznodzieja, który zajął moje miejsce, zaczął od słów: „Młody człowiek, którego przed chwilą słyszeliśmy, myli się - we wszystkim”. To było trudne doświadczenie.

Wyobrażam sobie, że nie było miło usłyszeć coś takiego. Nie załamało to Pastora?
Ja mam tak, że trudne doświadczenia dodają mi sił. Kiedyś np. jako początkujący kierowca bardzo bałem się jeździć samochodem. Pewnego razu miałem wypadek. I po tym wypadku przestałem się bać. Podobnie było z mówieniem kazań.

Czy trudno jest głosić kazania na Siennej? Jak się Pastor czuje, stając za kazalnicą w naszym Kościele?
Widzę na Siennej ludzi wsłuchanych w Słowo Boże, oczekujących solidnego nauczania biblijnego. To zobowiązuje, ale też pomaga.

A czy jest coś, co Pastorowi przeszkadza? Np. zaczyna się kazanie, a ktoś wstaje i wychodzi z sali - co sobie wtedy pastor myśli?
Staram się tego nie zauważać, choć przyznaję, że z tyłu głowy pojawia się czasem myśl, że może to przez kazanie. Ale jeśli na 100 osób wyjdą dwie, to warto mówić dla pozostałych 98. Oni zostali, na nich się koncentruję. Poza tym ludzie, którzy wychodzą, najczęściej wracają. Myślę wtedy: No tak, to tylko toaleta albo wycieczka po wodę - i spokojnie głoszę dalej. Zdecydowanie bardziej przeszkadzają mi rzeczy związane ze mną samym. Np. stres - po tylu latach wciąż zdarza się, że przy wejściu za kazalnicę towarzyszą mi silne emocje. Niby powinienem być już przyzwyczajony, a jednak czasem stres jest zaskakująco mocny.

A co Pastor myśli o tym, żeby kazania na Siennej były krótsze? Czy np. 15-minutowe kazanie może być dobre?
Nie uzależniałbym wartości kazania od jego długości. Są kaznodzieje, którzy powiedzą świetne kazanie nawet w ciągu 10 minut. Innym dokładnie tyle samo czasu wystarczy, żeby „wykończyć” słuchaczy. Nie jestem więc zwolennikiem skracania dla samego skracania. Tym bardziej, że może ono być czasem ze szkodą dla tematu - niektórych kwestii nie da się poważnie poruszyć w krótkim Słowie. Nie mówię, że kazanie musi wyczerpać temat, bo wiem, że przy okazji można wyczerpać także i wiernych. Chodzi mi raczej o rodzaj poważnego zmierzenia się z jakimś zagadnieniem. W moim przypadku 30 min jest optymalną długością dla takiego przedsięwzięcia. Ale zdaję sobie sprawę, że są różne style i osobowości. Niektórzy z kaznodziejów preferują krótkie formy. Szanuję ich wszystkich.

Jakiego nauczania możemy spodziewać się na Siennej po wakacyjnej przerwie?
Chciałbym przede wszystkim, żeby kazania w naszym zborze dotykały prawdziwego, codziennego życia. Naszych dylematów, wyborów, lęków, pragnień. Stając za kazalnicą łatwo wejść w głoszenie świata ideałów, pompować emocje, używać wielkich słów. Tylko to wszystko nie bardzo potem pokrywa się z życiem. Nie chcę kazań, które są dobre w kościele, ale za chwilę na ulicy, w domu, w pracy, w szkole nie bardzo wiadomo, co z nich dla mnie wynika. Bardzo chciałbym nauczania, w którym zborownicy mogliby odnaleźć swoją codzienność. Poczuć coś w rodzaju: „Ten facet mówi naprawdę o mnie, o moim życiu”.

Ma już Pastor na myśli jakieś konkretne tematy?
Z tematami jest niestety tak, że częściej to one wybierają mnie, niż ja wybieram je. Ale zainspirowała mnie niedawno myśl o cyklu poświęconym spotkaniom ewangelicznych bohaterów z Jezusem. Spotkanie Nikodema, Samarytanki, kobiety przyłapanej na cudzołóstwie - widać w tych sytuacjach charakter Jezusa, jego podejście do ludzi i to, co naprawdę o nas myśli. Bardzo chciałbym zmierzyć się z tymi spotkaniami.

A zdarzają się sytuacje, że kazanie na Siennej mówi zaproszony gość, a pastor najchętniej by je przerwał?
Aż tak to nie, ale przyznaję, że zdarzają mi się trudne chwile. Niektórzy kaznodzieje używają języka pełnego oskarżeń i stylu, który może być dla ludzi raniący. Nawet jeśli samo przesłanie jest wartościowe, to użyty język mu szkodzi. Z pastorskiej praktyki wiem, że człowiek, na którego spadnie grad zarzutów, zacina się. Więc gdy słyszę, jak ktoś walcem rozjeżdża ludzi, szkoda mi ich. Włącza się we mnie instynkt pasterza. Pasterz musi bronić swoich owiec. Nikomu nie powinien pozwolić ich bić.