Notatki z wyprawy

2013-09-29 | Relacje

Notatki z wyprawy

Po raz pierwszy wyjechałam spróbować czegoś, czego dotąd nie próbowałam: wspinaczka skałkowa, spuszczanie się do jaskini, a potem mozolne wydostawanie się z niej, ale o tym później.

W pierwszy wieczór spodobała się nam ciekawa gra integracyjna o tematyce jaskiniowej. Zrobiliśmy dwie rundy. To pewnie miało być takie teoretyczne przygotowanie do tego, co nas mogłoby czekać następnego dnia w podziemnych korytarzach. W następny dzień, krótka próba chodzenia na szczudłach (a nuż przydałoby się na jaskiniowe błota), śniadanie z ciekawą rozmowa z gospodarzem folwarku, a potem najważniejsze atrakcje weekendu: skałka wspinaczkowa i jaskinia oraz - komu czasu wystarczyło - orientering.
Ja wybrałam jaskinię, bo chciałam nieco odpocząć po kibicowaniu pod skałką. Sama tez oczywiście tamtej wspinaczki spróbowałam - przecież dla tych dwóch atrakcji wybrałam się na nasza wyprawę. Wychodzeniu z jaskini towarzyszyło nieco zmagań. Drabinka była łączona, a ta druga - mniej wygodna, zaś skałki wokoło nieco za daleko, aby się nimi zaasekurować. Uff... dzięki wsparciu grupy czekającej na zewnątrz udało się mnie i kilku innym, mniej wprawionym w tych dyscyplinach, pokonać ostatnie kilka metrów włazu. Mogłyśmy jak wszyscy przenocować w naszej bazie, w ciepłych łóżeczkach, a nie w jaskini na hamaku czy skalnej podłodze - jak to nam opowiadał przewodnik  Yerba.
W ostatni dzień było już spokojniej: pustynia siedlecka, zamek w Olsztynie. Tak, tak, to nie pomyłka. Pod Częstochową różne geograficzne cuda-niespodzianki można zastać! Pomiędzy zwiedzaniem jednego i drugiego miejsca delektowaliśmy się deserami w ciastkarni, rekomendowanej przez naszą Asię.
Cieszę się również ze względu na grupkę ludzi, których mogłam tam lepiej poznać lub znajomości nieco odświeżyć. Fajna to była ekipa! Wszyscy dobrze się bawiliśmy, wróciliśmy cali, zdrowi i w liczebnym komplecie. Wierzę, że każdy jest zadowolony z wyprawy i wspólnego czasu. Udany weekend i pogoda. Warto było!

Agnieszka W.