Mój list do... Ciebie

2014-12-29 | Wywiady

Mój list do... Ciebie

Pastor Arkadiusz Kuczyński w szczerej rozmowie na koniec roku.

Gdy patrzy pastor na mijający rok, co było dobre, co szczególnie cieszy?
Takim szczególnie wartościowym doświadczeniem w życiu zboru był dla mnie kontakt z pastorostwem z Jordanii i to, jak opowiadali o swojej służbie wśród muzułmanów. Sposób, w jaki na nich patrzą, jak oceniają sytuację na Bliskim Wschodzie, jak widzą w tych realiach swoją rolę - było to wszystko zupełnie inne od islamofobii, czy wręcz narastającej nienawiści wobec wyznawców Mahometa, która pojawia się w naszym kraju i również niestety w naszych kościołach. Ich słowa, ich świadectwo i ich nastawienie było wręcz rewolucyjne i przemieniające, także moje osobiste myślenie na ten temat.
Kolejną rzeczą, która wyraźnie mnie cieszy w życiu naszego zboru jest fakt, że stajemy się coraz bardziej hojni, że mogę obserwować wśród nas narastającą otwartość na ludzi potrzebujących. Taka postawa zaczęła się w nas tworzyć dzięki akcji “prawdziwy post”, powtarzanej od kliku lat i dziś widać tę nową wrażliwość w różnych sytuacjach w życiu kościoła. Nasza reakcja na los prześladowanych chrześcijan, szczególnie w Iraku i Syrii, pokazuje, że w tego typu sytuacjach jesteśmy gotowi odpowiadać prawdziwie poruszonym sercem. To dla mnie ogromna radość. Mam nadzieję, że w przyszłym roku, gdy będziemy wspierać projekty misyjne i edukacyjne wśród dzieci w Kenii, ta dobra tendencja w ofiarności wśród nas się utrzyma.
Jestem też wdzięczny za wszelkie inicjatywy i wydarzenia, które mają charakter ewangelizacyjny lub pre-ewangelizacyjny, czyli przygotowują ludzi na spotkanie z Jezusem. Wydaje mi się, że sposób w jaki przeżywamy Święta, koncerty i kiermasz - ale także i wcześniejsze wydarzenia, także te z pierwszego półrocza - wszystko to pokazuje, że mamy spory potencjał i możemy na różne sposoby docierać do ludzi, którzy w taki czy inny sposób poszukują Boga.

Jaki jest nasz zbór pod koniec 2014 roku? Dokąd idziemy?
Jeśli chodzi o stan naszego zboru, to myślę, że ciągle jesteśmy kościołem w drodze. Co to znaczy? Wciąż się rozwijamy, szukamy swojego kierunku. Jako pastor tej społeczności, jestem poruszony pewną prostą myślą dotyczącą rozwoju kościoła. Chcę, byśmy budowali kościół, który jest zdrowy - taki, który przynosi pełną chrześcijańską ofertę dla wszystkich ludzi. W zdrowym kościele rozumie się wartość Pisma Świętego, dba o modlitwę i jednocześnie pełne miłości relacje między wierzącymi, a przede wszystkim buduje tę pionową relację - bliskość z Bogiem - poprzez głoszenie Słowa i jak najlepsze prowadzenie nabożeństw. To są te fundamentalne rzeczy i chciałbym, byśmy budowali taki właśnie zdrowy kościół. Jestem przekonany, że będzie on naturalnie przyciągał ludzi i dawał satysfakcję nam, którzy go tworzymy.
W najbliższej przyszłości mamy przed sobą kilka wyzwań. Jednym z nich jest skrócenie dystansu między ludźmi, bo w tak dużym zborze trudno uniknąć wrażenia anonimowości. Niektórzy oczywiście będą tę anonimowość wybierać, bo krępują ich bliższe relacje. My jako zbór musimy jednak stworzyć szeroką paletę możliwości, by każdy, kto tu przychodzi, miał szansę odnaleźć swoje miejsce, nawiązać więzi. Dzięki temu będą mogli budować swoją wiarę także w czasie spotkań o charakterze pozakościelnym, np. podczas grup domowych, doświadczać duszpasterskiej troski i wspierać innych.
Stoimy też przed wyzwaniem, jakim będzie zatrudnienie kolejnych pracowników naszego zboru. Jako liderzy widzimy wyraźnie, że są dziedziny życia kościoła, którymi trzeba się zająć zawodowo, w pełnym wymiarze godzin. Zawsze działamy w oparciu o służbę wolontariuszy, ale potrzebne są też osoby, które mają i wizję i możliwości czasowe, by dany obszar zborowego życia rozwijać. Widzę taką szczególną potrzebę w dziedzinie uwielbienia i działalności duszpasterskiej. Potrzebujemy osób, które będą mogły nie tylko służyć w tych obszarach, ale też obejmą swoją działalnością kształtowanie liderów i koordynację tych służb. Będziemy musieli podjąć to wyzwanie i już od pewnego czasu świadomie idziemy w tym kierunku.

„Drogi zborowniku z Siennej…” - wyobraźmy sobie taki duszpasterski list. Co chciałby pastor powiedzieć każdemu z nas, związanych z tą społecznością?
To, co wyraźnie czuję i czym chciałbym się z Wami podzielić, jest zupełnie fundamentalne. Mam wrażenie, że dzisiaj żyjemy w świecie i w kościele, który dotknął ogromny kryzys Słowa Bożego. Jesteśmy ludźmi, do których coraz bardziej przemawiają historie pisane raczej obrazami niż słowem. A jednak Pismo Święte jest podstawą chrześcijańskiego życia, chrześcijańskiej służby, chrześcijańskiego rozwoju. Jest podstawą naszego zbawienia. Od Słowa zaczyna się świat i Słowem - wcielonym Słowem - świat jest zbawiony. Słowo daje nam obietnicę życia wiecznego. Słowo osobistego wyznania otwiera drzwi zbawienia w naszym życiu. Dla mnie Słowo jest czymś fundamentalnym.
Chciałbym zachęcić nas wszystkich do tego, żebyśmy wrócili do Słowa. Żebyśmy budowali kulturę Pisma Świętego w naszych domach i w naszym życiu osobistym. Żebyśmy nie nosili tylko cyfrowej wersji Pisma Świętego - bo potencjalnie mamy je zwykle przy sobie, w telefonie albo tablecie. Chciałbym, abyśmy faktycznie nosili ze sobą tę księgę, zwykły, analogowy egzemplarz Pisma Świętego. Żebyśmy mieli je w swoich torbach i plecakach, czytali je w tramwajach, na przerwach w szkole, w domu.
Marzę, abyśmy przychodzili z Pismem Świętym do zboru i otwierali je, gdy słuchamy kazania. Ktoś może powiedzieć - dzisiaj jest inna kultura, dziś się nie czyta w ten sam sposób… Byłem poruszony, gdy obejrzałem jakiś film z megakościoła - jednego z tych ogromnych kościołów, które czasem odsądzamy od czci i wiary, uważając je za zeświecczałe. Ja jednak, patrząc na perspektywę audytorium, widziałem ludzi którzy mają otwarte księgi i studiują Słowo - słuchają tego, co jest głoszone, otwierają Pismo Święte i wczytują się w nie. To jedna z tych rzeczy, które powinniśmy naśladować i których możemy się uczyć.
Uchwyćmy się na nowo Pisma Świętego i na nim budujmy swoje życie! Brak pisma i brak kontaktu ze słowem pisanym w dzisiejszym świecie sprawia, że coraz bardziej poszukujemy kogoś, kto będzie do nas mówił. Potrzebujemy mentorów, coachów, terapeutów - ludzi, którzy nas zainspirują swoimi słowami - bo sami nie mamy źródła. Gdybyśmy mieli to źródło w Piśmie Świętym, okazałoby się, że najlepszym Coachem, najlepszym Mentorem, najlepszym Terapeutą, jest sam Bóg ze swoim Słowem. Porzucając Słowo, skazujemy się na szukanie substytutów. Czasem, gdy patrzę na to, z iloma problemami borykają się ludzie, widzę, że zapomnieliśmy, jaką moc ma Boże Słowo. To w nim jest życie, w nim jest Duch Boży, w nim jest inspiracja - prawdziwa inspiracja.
To jest mój list do Was, drodzy Zborownicy. Wróćmy do Słowa. Oprzyjmy na nim swoje życie. Trzymajmy Biblię nie tylko na półce, nie tylko w smartfonie, ale niech ta księga faktycznie towarzyszy nam przez całe nasze życie.

Koniec i początek roku to czas ewaluacji, refleksji. Czy osobiście dokonuje pastor jakiś rozliczeń czy postanowień?
Zawsze patrzę na swoje własne życie krytycznie, może zbyt krytycznie - mam tendencję raczej do fatalizmu niż optymizmu w patrzeniu na siebie. A z drugiej jestem świadomy, że nasza narodowa skłonność do twierdzenia “jestem do niczego” może być poważną przeszkodą w otworzeniu się na Boży potencjał. Bóg chce działać przez nas, zwykłych ludzi, i dobrze wie jacy jesteśmy. Mamy ograniczone możliwości, ograniczone talenty. Jednak z perspektywy Boga nasza słabość nie jest żadną barierą.
Wydaje mi się, że to czego ja potrzebuję, a może czego potrzebujemy wszyscy jako ewangeliczni chrześcijanie w Polsce, to patrzenie nie na swoje niedoskonałości, niewielkie liczby, ograniczony potencjał, ale spojrzenie na to, jaki jest Bóg i kim On jest. Wchodząc w Nowy Rok możemy uchwycić się obietnicy, że Bóg ze swoją mocą i chwałą jest po naszej stronie. Nie chodzi mi bynajmniej o puste wyznawanie, a o bardziej optymistyczne spojrzenie w przyszłość - na sytuacje, okoliczności życia, na sprawy rozwoju kościoła.
Spróbujmy spojrzeć na to wszystko nie z własnej perspektywy, ale Bożymi oczyma. Zobaczymy wtedy, że faktycznie są możliwości, jest potencjał - nie tyle w nas, co w Bogu, a przez Niego wszystko, również w nas, jest możliwe. To będzie moje noworoczne wyzwanie dla samego siebie: spojrzeć trochę inaczej na Kościół, na swoje własne życie, bo jestem już zmęczony negatywnym myśleniem i negatywnym ocenianiem.

Czego życzy nam pastor w tym świątecznym i noworocznym okresie?
Kiedy myślę o Narodzeniu Pańskim i o słowach zapisanych w ewangelii Jana, które mówią, że Bóg umiłował świat tak bardzo, że dał swojego jednorodzonego Syna, aby każdy, kto w Niego wierzy nie zginął, ale miał życie wieczne, zdaję sobie sprawę, że Boża miłość ma konkretne imię. Jeśli chcę wiedzieć coś o Bożej miłości, jaka ona jest, co ta miłość myśli o mnie, co ta miłość ma dla mnie i czego ta miłość dla mnie chce, to muszę spojrzeć na Jezusa. To Jezus jest odpowiedzią na pytanie co Bóg w swojej miłości chce dla nas zrobić. Życzę nam wszystkim, byśmy naprawdę spotkali Jezusa, naprawdę Go przeżyli, naprawdę Go doświadczyli, naprawdę się na Niego otworzyli. Jeśli chcemy wiedzieć jak wygląda łaska, jak wygląda Boża dobroć, jeśli chcemy doświadczyć Bożej miłości, otwórzmy się na Jezusa. Jego obecność niech będzie błogosławieństwem dla nas na cały okres świąteczny i na przyszły rok. Kiedy On jest z nami, wtedy wszelka łaska i błogosławieństwo jest nad naszym życiem.