Lubię Warszawę

2013-12-09 | Wywiady

Lubię Warszawę

Powołanie, marzenie, przeprowadzka do Warszawy - i co dalej?
Co słychać w nowej zielonoświątkowej społeczności, prowadzonej przez pastora Michała Siczka?

 

Michał, w lutym tego roku opowiadałeś na łamach Zborownika o planach założenia nowego zboru w Warszawie. Mówiłeś wtedy o niecodziennych “zbiegach okoliczności”, o poczuciu powołania. Na jakim etapie jest dzisiaj ten projekt?
Mam poczucie, że Bóg okazał nam łaskę i bardzo nas pobłogosławił. Zaczęliśmy od wyjścia na ulice, rozmów z ludźmi. Ja osobiście postanowiłem się dowiedzieć, czy znają jakieś ewangeliczne kościoły. Pytałem przechodniów w samym centrum Warszawy, i któregoś razu, wśród dziesięciu rozmówców, tylko jeden słyszał coś o kościele zielonoświątkowym - a to dlatego, że był kiedyś w USA. Pokazało mi to, jak wiele jest jeszcze do zrobienia w stolicy!
Przyjęliśmy też dość nietypową formę ewangelizacji: rozdawaliśmy na ulicach kawę. Tablica z napisem “Darmowa kawa - jeśli zapytasz dlaczego” przyciągała przechodniów i była początkiem wielu rozmów. Ludzie byli pozytywnie zaskoczeni, że dajemy im coś za darmo. Później, gdy zrobiło się cieplej, w podobny sposób rozdawaliśmy wodę.
Odwiedziły nas grupy młodych misjonarzy z Danii i z Norwegii. Goście pomagali nam w ewangelizacji, modliliśmy się o przechodniów i wielu ludzi zostało uzdrowionych - tak po prostu, na ulicy. Do tej pory spotykaliśmy się na modlitwę w środy wieczorem, ale wtedy - był to przełom kwietnia i maja - zobaczyliśmy potrzebę organizowania regularnych niedzielnych nabożeństw. Ewangelizacja przynosiła owoc i trzeba było gdzieś tych nowych ludzi zapraszać! Pojawiło się wtedy może 15 zupełnie nowych osób.
Na początku wakacji, razem z urzędem gminy i misjonarzami z USA przygotowaliśmy też na Wawrze program “Lato w mieście”. Były to lekcje biblijne dla dzieci, nauka gry w baseball amerykański, a wieczorami konwersacje z native-speakerami dla młodzieży i dorosłych. Ludzie byli bardzo zachęceni, prosili, by za rok zorganizować coś podobnego. Bóg dał nam takie szeroko otwarte drzwi, urząd gminy bezpłatnie udostępnił nam duży budynek, mogliśmy naprawdę dużo tym ludziom przekazać.

Wygląda na to, że nie lubisz siedzieć w kościelnych murach, ale szukasz ludzi tam, gdzie są, gdzie żyją.
Od początku bardzo nam zależało, żeby “Kościół dla Warszawy”, bo tak się nazwaliśmy. był bardzo misyjny, nastawiony na ewangelizację. Chcemy nieść ludziom Bożą miłość i łaskę. Ale oczywiście spotykamy się regularnie jako zbór. W środy przy ul. Złotej mamy spotkania modlitewne, a w niedziele wieczorem przy ul Sienkiewicza, gdzie wynajmujemy dwie sale, odbywają się nasze nabożeństwa. W tym samym czasie odbywają się też zajęcia dla dzieciaków - “Kościół Dziecięcy”. Same nabożeństwa okazały się skutecznym narzędziem ewangelizacji, bez specjalnego zaproszenia wciąż przychodzą do nas nowi ludzie.

Wykonaliście kawał dobrej roboty! A jak ty i twoja rodzina odnajdujecie się w nowym miejscu?
Jest nam tu bardzo dobrze. Dzieciaki od dawna mówią, że są warszawiakami. Mieszkamy na Wawrze, więc cieszymy się zielenią i ciszą. Szczerze mówiąc nie mieliśmy specjalnie czasu na aklimatyzację, bo zakładanie zboru pochłania mnóstwo naszej energii i czasu - nie było kiedy myśleć o sobie. Ale bardzo lubię obserwować ludzi w Śródmieściu, patrzeć na te tysiące przechodniów, modlić się o nich. Uświadamiam sobie wtedy, że Bóg właśnie spełnia swoje obietnice i realizuje moje powołanie, posyłając mnie do nich z Ewangelią. Nie przeszkadza mi szarość, nie widzę tej miejskiej brzydoty, o której mówią niektórzy.

To pięknie. Ale czy nie zderzasz się czasem ze ścianą? Nie zniechęca cię ludzka obojętność?
To trudne pytanie, na pewno wciąż się uczę tego miasta. Ale póki co obserwuję w ludziach nie tyle obojętność, co zabieganie. Są potwornie zajęci, pochłonięci przez swoje sprawy. Dlatego zastanawiam się, jak dotrzeć do warszawiaków w czasie, kiedy w końcu mają trochę wolnego.

Tworzysz nową społeczność w Warszawie, ale wiele osób zna Cię z czasów służby w Euromission, ewangelizacji i zakładania kościołów w małych miejscowościach na wschodzie Polski. Co się z nimi stało?
Mają się świetnie, wiem że to dzięki Bogu i bardzo mnie to cieszy! Dzięki temu, że nasze nabożeństwa tu w Warszawie odbywają się w niedzielę wieczorem, mam możliwość czasem je odwiedzać - w zeszłym tygodniu byłem np w Krasnymstawie i Łukowie. To, co zaczęliśmy tam dwa lata temu, od ledwie trzech osób, dziś przynosi owoc. Podobnie w innych miejscowościach - wciąż docierają do mnie świadectwa Bożego działania, ludzie się nawracają.

A jakie są twoje nadzieje w przypadku Warszawy?
Zbór się rozwija, a ja mam nadzieję, że to początek jakiegoś większego ruchu, że w tym mieście powstanie jeszcze wiele społeczności - i to społeczności misyjnych. Mam takie marzenie dla Warszawy: jadę w niedzielę do kościoła i widzę wielu ludzi, którzy idą do ewangelicznych kościołów, widzę na ulicach ewangelizujących ludzi. Chciałbym widzieć takie tłumy idące do zborów, takie korki na parkingach, jakie oglądamy dziś w niedziele pod supermarketami.

Oby spełniło się to marzenie! Będziemy się modlić o ciebie, twoją rodzinę i “Kościół dla Warszawy”, by Bóg używał was w tym mieście.
Chciałbym zakończyć gorącym podziękowaniem dla zboru na Siennej. Wspieracie nas od samego początku przez modlitwę i pomoc różnego rodzaju, pożyczaliście nam różne sprzęty, z Siennej pochodzi część naszego zespołu liderów. To bardzo budujące, że Zbór Stołeczny uczestniczy w powstawaniu nowych kościołów w Warszawie - za to was bardzo szanuję. Od innych pastorów w mieście też doświadczyłem wiele życzliwości i myślę, że jest to coś wyjątkowego. Jak tak dalej będziemy kochać Boga i ludzi, wydarzy się jeszcze wiele cudów.