Czas do szkoły

2014-09-07 | Wywiady

Czas do szkoły

Rozmowa z Anią Nowakowską, nową koordynatorką służby katechetycznej na Siennej.

Dzieci potrafią zaskoczyć dorosłych - swoimi reakcjami i siłą wiary. Przypominasz sobie takie sytuacje?
Było ich mnóstwo, ostatnio przypomniały mi się dwie. Dawno temu byliśmy na obozie dziecięcym w Wielu. Pewnego razu, gdy wszyscy siedzieliśmy pod dużym namiotem, podobnym do namiotu cyrkowego, zerwała się straszna burza. Stwierdziliśmy, że jest zbyt niebezpiecznie, by przebiegać do budynku. Były błyskawice i grzmoty, deszcz dudnił, wiatr mocno wiał - burza była tak przerażająca, że nawet dorośli bardzo się bali. Pamiętam, że kazaliśmy dzieciom usiąść na krzesłach z nogami wysoko podniesionymi, a wtedy one, nie zachęcane przez nikogo, zaczęły się modlić. To była modlitwa prostymi, dziecięcymi słowami, ale maluchy modliły się z ogromną wiarą, że Pan Bóg uciszy tę burzę i je uratuje. To był niesamowity i budujący widok!

A druga historia?
Kolejne zdarzenie było po prostu zabawne, a przytrafiło się podczas wyjazdu misyjnego do Macedonii. Po zajęciach sportowych zebraliśmy na boisku dzieciaki, by opowiedzieć im historię o Dawidzie i Goliacie. Jeden z naszych misjonarzy, Szczepan, posadził dzieciaki i wybrał małego chłopca, by odgrywał rolę Dawida. Dzieci słuchały historii, a w odpowiednim momencie na boisko wszedł Goliat - miał perukę, mięśnie wypchane balonami, maskę - wyglądał okropnie! To był oczywiście jeden z nas, Marcin, ale dzieci o tym nie wiedziały i w kulminacyjnym momencie, kiedy Dawid miał rzucać kamieniem w Goliata, zorientowaliśmy się, że Dawid zniknął - uciekł na kolana mamy! O mały włos historia biblijna miałaby całkiem inny finał, ale udało się szybko znaleźć nowego Dawida i Goliat został pokonany. To pokazuje, jak nieprzewidywalne są reakcje dzieci - można coś zaplanować, ale lekcja może się potoczyć zupełnie inaczej.

Aniu, zostałaś właśnie szefową służby katechetycznej - to w pewnym sensie nowy początek, chociaż praca z dziećmi nie jest dla Ciebie niczym nowym.
Z wykształcenia jestem nauczycielem edukacji wczesnoszkolnej, zajmuję się tym od dwudziestu pięciu lat. Dodatkowo jestem też terapeutą pedagogicznym i pracuję z dziećmi, które mają specyficzne problemy w uczeniu się. Natomiast w szkole niedzielnej zaczęłam działać jako młoda dziewczyna, byłam niewiele starsza od moich uczniów. Czasami ze śmiechem wspominam, że na mojej pierwszej szkółce byli np. Paweł i Marek Brandysowie, Asia i Marek Dąbrowscy …było to bardzo, bardzo dawno temu.
Kiedy doczekałam się swoich dzieci - Mateusza i Marty, przeszłam wszystkie etapy szkółki, prowadząc kolejne grupy. Później wybrałam tę, która najbardziej mi odpowiada i od wielu lat uczę klasy III i IV. W czasie wakacji jeździłam natomiast na obozy dziecięce i młodzieżowe, będąc w zależności od potrzeby „super ciocią” lub „groźnym sierżantem”.

Co najbardziej cię cieszy w nowej służbie? Czy jest coś, czego się obawiasz?
Może nie boję się o to, ale zdaję sobie sprawę, że stoi przede mną organizacyjne wyzwanie, by pogodzić pracę zawodową z jeszcze bardziej aktywną służbą w kościele. Natomiast generalnie jestem pełna zapału! Gdy patrzę na ludzi, którzy są zaangażowani w służbę katechetyczną - przeszło dwudziestu wolontariuszy - wiem, że będzie dobrze. Są to wspaniali ludzie w różnym wieku - najmłodsi pomocnicy całkiem niedawno sami byli uczniami szkółki niedzielnej, a najstarsi mogą czerpać z bogactwa życiowego doświadczenia. Wszyscy są ogromnie zaangażowani i całe serca oddają dzieciakom i Panu Bogu.

W jakim wieku są Wasi podopieczni?
Dzieci zaczynają uczęszczać na zajęcia szkoły niedzielnej w wieku 3 lat. Natomiast po ukończeniu szkoły podstawowej zachęcamy dzieci, by przeszły do grupy młodzieżowej. W sumie  jest ich dużo - na pewno przeszło setka maluchów, dokładne liczby poznamy w najbliższych tygodniach.

To piękny tłumek! Zapowiadałaś już Aniu, że chcesz, żeby dzieci były bardziej widoczne w życiu zboru. W jaki sposób?
Bardzo bym chciała, żeby służba katechetyczna nie była traktowana tylko jako przechowalnia. Oprócz regularnego nauczania biblijnego, chcemy by dzieci zaistniały w zborze. Postaramy się reaktywować występy w czasie nabożeństw. Chcemy, by dzieci uczestniczyły w pierwszej części nabożeństwa, by przez obserwację i naśladowanie dorosłych, uczyły się uwielbienia i modlitwy. Małymi kroczkami, na miarę możliwości maluchów, będziemy angażować je w różne służby.
Bardzo zależy nam też na tym, by dzieci włączyły się w działalność misyjną. Bardziej błogosławioną rzeczą jest dawać niż brać, a dzieci w dzisiejszych czasach nastawione są często na branie. W kościołach musimy je uczyć, by  dawały coś od siebie. Już myślimy o różnych akcjach, spotkaniach z misjonarzami, itd. Mamy jeszcze wiele pomysłów, jednak niech to na razie pozostanie tajemnicą.

Rok szkolny zaczynacie od wyjazdu integracyjnego!
Tak, wszystkie małżeństwa z dziećmi lub chcące zostać rodzicami zapraszamy już 4 października do Popowa. Chcemy spędzić razem czas, tak byśmy wszyscy - dzieci, rodzice i nauczyciele - mogli się zintegrować. Wierzę, że w ten sposób mogą nawiązać się relacje, dzięki którym dzieciaki w przyszłości będą chciały przebywać ze sobą nawzajem i w kościele.
Planujemy atrakcyjne zajęcia dla dzieci, a w tym czasie rodzice będą mogli się doszkalać, uczestnicząc w dalszym ciągu konferencji „Wystarczająco Dobrzy Rodzice”. Później będzie jeszcze czas na wspólne zabawy, ognisko. Warto z tej możliwości skorzystać, zwłaszcza, że to nie będzie duży wydatek. Zbór pokrywa koszty wynajęcia ośrodka, a rodziny opłacają jedynie posiłki (obiad i ognisko). Dojazd samochodem jest bardzo wygodny, a liczymy na to, że i w tej kwestii nawzajem sobie pomożemy i zaczniemy integrację już w samochodach.

Jak jeszcze, poza współpracą z katechetami, rodzice mogą wspierać duchowy rozwój swoich dzieci?
To temat na dłuższą rozmowę, ale musimy pamiętać, że dzieci są spostrzegawcze. Gdy rodzice mówią jedno, a robią drugie i w naszej postawie brakuje spójności, one bezbłędnie to wyczują. Jeśli mówimy, że Pan Bóg jest bardzo ważny, a później wolimy pospać, niż przyjść na nabożeństwo, pokazujemy, że te słowne deklaracje niewiele znaczą.
Bardzo ważna jest systematyczność i wytrwałość. O ile przedszkolaki są wspaniałymi słuchaczami historii biblijnych, rodzice lubią się z nimi modlić i rozmawiać o Panu Bogu, o tyle później wiele z tych dobrych zwyczajów gdzieś ginie. Błędem jest wycofywać się, gdy dzieci stają się trochę starsze i do głosu dochodzą opinie rówieśników! Wciąż musimy przekazywać chrześcijańskie wartości i szukać atrakcyjnego języka, by komunikować wiarę.
Wspólne chodzenie do kościoła, modlitwa, szczere rozmowy - to wszystko buduje dobry fundament. Gdy przychodzi kryzys, mówmy dzieciom, skąd wziąć mądrość i siły, otwierajmy wspólnie Biblię. Nawet w czasie kłótni czy konfliktu możemy odwołać się do Bożego Słowa. W zasadzie wszystkie nasze reakcje, decyzje i rozmowy pokazują, kim jest dla nas Bóg. Wspaniałym przykładem dla dzieci jest też zaangażowanie w służbę i miłość, którą mamy dla ludzi! Przyznaję, że ja też nie jestem idealną mamą. Jesteśmy tylko ludźmi i choć się staramy, czasami coś nam nie wychodzi. Warto wtedy przyznać się przed dzieckiem do błędu, przeprosić i zacząć od nowa.

A w jaki sposób nasze zborowe dzieci mogą błogosławić ci, którzy nie są rodzicami, albo których pociechy wyfrunęły już z gniazda?
Każdy z nas może się przyczynić do tworzenia atmosfery, w której maluchy będą czuły, że są w kościele mile widziane. Jeśli chodzi o obecność dzieci w kaplicy w czasie uwielbienia, gorąco wierzę, że każde dziecko da się z czasem ujarzmić i przekonać do całkiem dobrego zachowania. Przed nami jednak okres tej nauki i na pewno dodatkowa doza cierpliwości i tolerancji będzie mile widziana.
Natomiast wszystkich, którzy są przejęci przyszłością naszych dzieciaków i chcą jakoś pomóc, zachęcam do współpracy ze służbą katechetyczną. Niezależnie od tego, czy chcesz zostać nauczycielem, pomocnikiem, pograć na instrumencie,  poprowadzić warsztaty albo  przygotować kanapki, gdy to potrzebne - serdecznie zapraszamy!