25 lat przy ulicy Siennej

2014-10-26 | Wywiady

25 lat przy ulicy Siennej

Przychodzimy dziś do Boga z wdzięcznością, tym razem szczególniej dziękując również za siedzibę naszego zboru. Budynek kościelny przy ulicy Siennej powstał już ćwierć wieku temu, w niełatwych czasach, dzięki szczególnej Bożej przychylności i ofiarnej służbie braci i sióstr. Jesteśmy wdzięczni za ludzi i za miejsce, które stało się narzędziem Bożego działania podczas współnych nabożeństw i przez cały tydzień, od rana do wieczora. Wielu z nas to tutaj usłyszało po raz pierwszy Ewangelię, doświadczyło uzdrowienia i przemiany, nawiązało najważniejsze przyjaźnie. Tu śpiewamy Bogu na chwałę, chrzcimy nowonarodzonych chrześcijan, błogosławimy nowożeńców i dzieci. Sienna to zdecydowanie więcej, niż tylko budynek. O powstaniu tego miejsca opowiada nam pastor emeritus Edward Czajko, który zainicjował i koordynował budowę.

Kiedy pojawiły się pierwsze marzenia o własnym budynku?
Całemu ówcześnie istniejącemu zborowi zależało na tym, żeby powstał własny obiekt sakralny dla wspólnoty zielonoświątkowej w Warszawie i ludzie się o to modlili. Te nasze starania zaczęły nabierać kształtów w 1981 roku, kiedy zostałem pastorem zboru. Wtedy zaczęliśmy myśleć bardziej intensywnie nad tym, żeby został zbudowany ośrodek sakralny. Jeszcze w tym samym roku, 1981, zaczęliśmy czynić starania o pozwolenie na budowę. Był to okres trudny, okres stanu wojennego, więc towarzyszyły temu modlitwy, tak by ten obiekt sakralny w ogóle miał szansę powstać. Najważniejsze było uzyskanie decyzji politycznej ze strony władz państwowych, ale dzięki Bogu tę decyzję uzyskaliśmy i mogliśmy rozpocząć dalsze starania.

Jak to się stało, że kościół otrzymał działkę właśnie w tym miejscu, przy ul. Siennej?
Inżynierowie, których poprosiłem, by zajęli się tą sprawą, mieli za zadanie znaleźć miejsce po tej stronie Alei Jerozolimskich i raczej w Śródmieściu, a nie gdzieś na peryferiach. Znaleźli oni cztery działki: jedna przy ulicy Okopowej, na tyłach cmentarza żydowskiego; jedna na przeciw Domu Towarowego Wola, był też niezabudowany narożnik przy ulicy Miedzianej. Ja nawet byłem zdania żeby budować właśnie przy Miedzianej, powstał tam później dom mieszkalny. Nasza społeczność natomiast uzyskała działkę, która również mi odpowiadała - plac przy ulicy Siennej.

Czy zbór albo sam Pastor nie obawiał się podejmować wielkiego wysiłku, jakim jest budowa nie tylko kaplicy, ale i całego kompleksu sakralnego?
Wahania oczywiście były. Budowa była prowadzona w oparciu o środki, jakie mieliśmy nadzieję dopiero otrzymać. Również przygotowania do budowy trwały dość długo - od początku 1981 roku do 1985. Ale Bożą pomoc widzieliśmy jeszcze w trakcie przygotowań. Samo pozwolenie - decyzja polityczna, było w tym czasie sprawą najważniejszą. Później, gdy już wydano decyzję polityczną, działania nabrały tempa.
Jak się okazało, trudności finansowych nie mieliśmy dzięki ofiarności ludzi, ale najpoważniejszym problemem były trudności z pozyskaniem materiałów budowlanych. To, co było potrzebne, udawało się zdobyć i w tej kwestii towarzyszyła nam szczególna świadomość Bożej interwencji. Jakość tych materiałów była nie taka jak teraz, wszystko było jeszcze „socjalistyczne”.

W jaki sposób powstał projekt budynku? Oryginalna makieta przypomina, że pomieszczenia, w których jest teraz klubik i księgarnia, zostały zabudowane już później. Czy jeszcze jakieś elementy różniły się od tego, jak obecnie wygląda “Sienna”?
Projekt opracował inżynier, który był już wcześniej zaangażowany w projektowanie innych kościołów. Pierwotnie miało to wyglądać w ten sposób, że tzw. strona ołtarzowa miała być od ulicy Siennej, a zaplecze od Twardej i Śliskiej. Jednak inżynier, który z ramienia miasta nadzorował tę sprawę, był zdania, że strona “ołtarzowa” musi się znajdować od wschodu. Mieliśmy też odsunąć się od ulicy Twardej, bo tam była zaplanowana budowa rury cieplnej. Dostosowaliśmy się do tych wymogów i stąd dzisiejsze ulokowanie budynku i głównej sali zgromadzeń.

Jak przełożeni i zborownicy włączali się w budowę?
Zborownicy angażowali się przede wszystkim poprzez modlitwę. A jeśli chodzi o braci z Rady Zboru, to każdy z nich wykonał część robót. Jeszcze przed swoją śmiercią, część prac wykonywał brat Pręgowski, Jan Koziura był również wielką pomocą. Bazyli Andrzejewski, który do końca był moim pomocnikiem, a także brat Albin Melcer, który jako fachowiec występował ze swoimi propozycjami. Jemu zawdzięczamy na przykład to, że mamy teraz kawiarnię, bo miała ona być zasypana. Wielką pomocą był także Janusz Szewczuk, który włożył wiele wysiłku w to, by zdobyć materiały budowlane, co jak już wspominałem było najtrudniejsze.

Wspomniał już Pastor o ofiarności, ale dziś trudno sobie wyobrazić tak potężne przedsięwzięcie, również od strony finansowej.
Sami nie dalibyśmy rady. Zbór był mały, liczył trzydziestu członków, choć na papierze było czterdziestu, ale pozostali byli w starszym wieku i nie uczestniczyli już w nabożeństwach. Nie bylibyśmy w stanie zbudować takiego domu modlitwy. W kwestii finansów, liczyliśmy na inne zbory zielonoświątkowe w naszym kraju, a także, jako członkowie międzynarodowej wspólnoty zielonoświątkowej, na pomoc zagraniczną. Na podstawie obietnicy udzielenia wsparcia finansowego rozpoczęliśmy budowę.

Jak długo trwały prace budowlane?
Budowa trwała 4 lata. Rozpoczęliśmy 1 czerwca 1985 roku, a do października wykonany był tzw. stan zerowy i nastąpiło poświęcenie przez Słowo Boże i modlitwę kamienia węgielnego, który został tutaj wbudowany. Budowa siedziby Zboru Stołecznego wzbudzała duże zainteresowanie braci i sióstr. Szczególnie gdy zagraniczni współwyznawcy odwiedzali Polskę i Warszawę, chcieli zobaczyć to miejsce, gdzie powstawał budynek kościelny. Pierwsze nabożeństwo odbyło się jesienią 1989.

Jakie wrażenia z pierwszego nabożeństwa i całego początkowego okresu utkwiły Pastorowi szczególnie w pamięci?
Pierwsze nabożeństwo odbyło się w ostatnią niedzielę września 1989 roku. Było ono połączone z poświęceniem na służbę Bogu tego Domu przez modlitwę i Słowo Boże. W wydarzeniu uczestniczyli przedstawiciele Naczelnej Rady Kościoła i to oni dokonali uroczystego poświęcenia obiektu.
Z początku było nas tu mało, choć jeszcze jak zgromadzaliśmy się przy ul. Zagórnej, chrzty odbywały się coraz częściej. Ale dopiero tutaj, gdy mieliśmy swój własny budynek sakralny, wzbudziło to większe zainteresowanie ludzi. Był to okres przebudzenia w Warszawie, ludzie przychodzili, nawracali się do Boga i przyjmowali chrzest.

Co Pastor czuje, wspominając dziś te wydarzenia?
Jestem wdzięczny Bogu za to, że to marzenie ludzi ze zboru zostało spełnione, że budynek powstał i teraz możemy się zgromadzać i chwalić Pana we własnym budynku, na własnej działce. Jestem wdzięczny także i za to, że dzięki temu więcej ludzi zaczęło przychodzić i szeregi zboru powiększały się z każdym rokiem, a dziś jest tak, jak widzimy. Dziękuję za to Bogu i patrząc już z boku, cieszę się razem z całym zborem.