10 lat Zborownika

2014-03-10 | Wywiady

10 lat Zborownika

Właśnie minęło dziesięć lat od kiedy 7.03. 2004 ukazało się pierwsze wydanie Zborownika. Setki artykułów, informacje kluczowe dla funkcjonowania naszej społeczności, czasem sprytnie wplecione w treść żartobliwe aluzje, czasem ważne i trudne słowa, oraz nasz niezapomniany bohater komiksowy, Pan Stefan i jego rodzina - jest co wspominać! Serdecznie dziękujemy i pozdrawiamy poprzednią, wieloletnią i niesamowicie kreatywną redakcję pod kierownictwem Daniela Michaleckiego, którą tworzyli także Piotrek Hoang-Ngoc i Aneta Skałecka-Wójtowicz, a na różnych etapach także inni wspaniali wolontariusze. Nie sposób nie wrócić też do małżeństwa Tomka i Julii Szatrow, dzięki którym Zborownik w ogóle zaistniał i którzy tworzyli redakcję w pierwszym okresie. (Dziękujemy Wam - zmieniliście historię tej społeczności, a dobra służba, którą zainicjowaliście, trwa aż do dziś!). To właśnie z nimi rozmawiamy dziś o początkach i marzeniach związanych ze Zborownikiem.

Dlaczego postanowiliście podjąć się tej służby?
Tomek: Chcieliśmy zrobić coś dla zboru. Zależało nam na tym, by zrobić coś na przekór anonimowości. Planowaliśmy, by w każdym numerze było co najmniej jedno świadectwo członka zboru, tak byśmy mogli się nawzajem poznać. Chodziło nam o również i o to, by ludzie mieli świadomość funkcjonowania kościoła.
Julia: Zborownik powstał dla zachęty, miał rozwijać poczucie wspólnoty, budować świadomość, że to ludzie, ze swoją historią i swymi talentami, tworzą Kościół.  Pomysł wyszedł od Tomka.

Skąd się wzięła charakterystyczna nazwa: „Zborownik”?
T: W naszych osobistych rozmowach o znajomych ze zboru często padało określenie „zborownik”, a ponieważ informator miał być przeznaczony dla ludzi z kościoła, uznaliśmy że to najlepsza nazwa.
J: Bo my zborownicy:)

Jak dzieliliście się obowiązkami?
T: Wszystko scalałem ja. W miarę wolnego czasu i możliwości Julia przeprowadzała korektę tekstu (to w tych numerach nie brakuje błędów;). Pojawiły się pierwsze rysunki autorstwa Magdy Sawickiej. Czasem zborownicy przynosili swoje utwory i rozmaite teksty, które w miarę możliwości były publikowane.
J: Tomek pisał, lub organizował napisanie tekstu, a ja musiałam wszystko czytać i chwalić! Zdarzało się, że edytowałam artykuły lub zajmowałam się korektą.
Jak wyglądała praca redakcji od technicznej strony?
J: Składaliśmy gazetkę na domowym komputerze i tam drukowaliśmy pierwszy egzemplarz. Później było kserowanie w sekretariacie zboru (Zborownik był oczywiście czarno-biały), często tuż przed samym nabożeństwem. Chyba tylko raz zabrakło nam tuszu na część nakładu!

Czy jest coś związanego ze Zborownikiem, co szczególnie miło wspominacie?
J: Bardzo podobały mi się rysunki Madzi, nadesłane wiersze i świadectwa. Cieszyłam się, gdy widziałam, jak przy drzwiach ludzie dostają „Zborownika” na powitanie. Również pełne poparcie pastora i jego zaufanie były czymś bardzo cennym.
T: Z mojej perspektywy, największym wydarzeniem był dla nas pierwszy numer, przygotowania i oczywiście jego treść.

Co motywowało was do działania? Było warto?
J: Na początku było dużo zachęcających słów, ale z czasem Tomek poczuł się w tej służbie samotny, łapało go poczucie wypalenia. Ale dziś jesteśmy szalenie zadowoleni i dumni ze Zborownika; z sentymentem wspominamy nawet te chwile, kiedy nam się nie chciało, lub jakoś nie szło. Dzięki takim sytuacjom wyrabia się charakter. Dziś mamy poczucie, że warto było - bardzo warto!

20140310-komiks